Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nieprzyjemności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nieprzyjemności. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 maja 2015

Cyrk z olejem arganowym Manufaktury Aptecznej.


Witajcie, 


W marcu po rybnickim spotkaniu blogerów w paczuszce znalazłam olej arganowy z Manufaktury Aptecznej. Bardzo lubię ten gatunek oleju, pisałam o jego właściwościach i zastosowaniach już dawno temu (odsyłam do posta klik), dlatego ucieszyłam się z małej, ładnej buteleczki. 



Czar niestety szybko prysł. Okazało się, że olej który otrzymałyśmy to tester z kończącą się datą ważności - należy zużyć do kwietnia 2015 roku. W związku z tym, na testowanie produktu miałyśmy niespełna miesiąc. 


 Mało tego firma narzuciła nam, że musimy wstawić "notkę wstępną" dotyczącą ich produktu do dnia 16 marca 2015 roku. Dodatkowo okazało się, że "mamy czas 4 tygodnie na przetestowanie olejku i wrzucenie opinii bez linku do bloga na Ceneo- krótki tekst o otrzymaniu, zdjęcie, logo, link do strony". O wszystkich tych warunkach dowiedziałyśmy się po spotkaniu, ponieważ dopiero wtedy zostały one przesłane organizatorce. Ponagleń nie było końca. 


Wzięłam się za testowanie produktu. Dziwne jednak wydało mi się to, że ma on bardzo słaby zapach, praktycznie niewyczuwalny i jest jasny jak na olej arganowy, który rzekomo jest nierafinowany. Może to wina kończącego się terminu ważności. Jeśli się mylę, to mnie poprawcie. Dotychczas miałam do czynienia z ciemniejszymi olejami o charakterystycznym zapachu z nutami lekko orzechowymi.  



Ciężko mi napisać recenzję tego produktu, bo stosowałam go zaledwie dwa tygodnie na włosy i dłonie. Troszkę natłuścił, troszkę nawilżył. Dobrze się sprawdził jako "klej" do podniszczonych końcówek włosów. Z plusów warto zaznaczyć ten, że butelka, w której dostajemy olej jest z ciemnego szkła, a zakrętka jest zaplombowana, co daje nam pewność, że nikt nie grzebał w oleju. Obecnie olej służy mi do mycia pędzli.

Miałyście takie nieprzyjemne sytuacje w blogowej przygodzie?