Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciało. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciało. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 listopada 2015

Luxury Paris luksusowy kriotermalny peeling drenujący.

Witajcie, 


Jakiś czas temu postanowiłam przetestować nowości marki Luxury Paris. Na pierwszy ogień poszedł luksusowy kriotermalny peeling drenujący do ciała. Jeśli jesteście ciekawi, co o nim sądzę zapraszam dalej. 



czwartek, 25 czerwca 2015

Arbuzowy peeling The Secret Soap Store


Witajcie, 

Owocowe, lekkie, orzeźwiające kosmetyki uwielbiam stosować latem. Choć obecnie lata za oknem nie widać, używam właśnie takich produktów (może w ten sposób przywołam odrobinę ciepełka). Nie tak dawno temu pisałam Wam o mydełku arbuzowym, dziś przyszedł czas na jego kolegę - peeling. 



Producent mówi o nim tak: "Gruboziarnisty peeling cukrowo-solny, na bazie olejków: avocado, macadamia, arganowego, jojoba, oliwy z oliwek z dodatkiem nasion czarnuszki i ekstraktu z arbuza. Zawiera nowoczesny kompleks nawilżający. Polecany do zabiegów odżywczych, regeneracyjnych i nawilżających. Doskonały do pielęgnacji skóry odwodnionej, bardzo suchej, pozbawionej blasku i witalności."


Produkt zamknięty jest plastikowym słoiczku, dokładnie widać wielkość drobinek peelingujących oraz kuszący intensywny kolor. Pod nakrętką znajduje się fiola zabezpieczająca. 


Zapach w pudełeczku jest bardzo przyjemny, lecz historia tutaj jest taka sama jak przy mydełku - podczas kontaktu z wodą aromat staje się niemalże niewyczuwalny, a szkoda! 



Konsystencja peelingu w porównaniu z innymi produktami tego typu jest bardzo mokra, papkowata. Ma to swoje plusy i minusy. Do tych pierwszych na pewno zaliczyłabym fakt, że dzięki specyficznej konsystencji produkt dobrze trzyma się ciała, nie wykrusza się i nie przelatuje przez palce. Dodatkowo jest bardzo delikatny, nie drapie. Minusem natomiast jest to, że mokry peeling szybko się rozpuszcza, przez co traci na wydajności. 



Niestety zdarzyło mi się, że peeling podrażniał mi popękane skórki przy palcach podczas aplikacji. Na ciele nie wywoływał przykrości. Wręcz przeciwnie. 

Skóra po użyciu jest wygładzona, bardzo delikatnie natłuszczona (nawet przeciwniczkom filmów nie powinno to przeszkadzać), nie wymaga użycia balsamów, czy maseł. 




Nie mam pojęcia ile kosztuje ten produkt, nie mogłam nigdzie znaleźć informacji. 

Macie, znacie, lubicie? 



wtorek, 26 maja 2015

Z miłości do mydeł - The Secret Soap Store mydło arbuzowe.

Witajcie,

Mydła, mydełka. Dla niektórych to tylko środek do umycia rąk, do którego nie przywiązują większej uwagi. Dla mnie to jednak małe dzieła sztuki, pięknie bądź mniej pięknie pachnące. Zależy mi na tym, by były jak najbardziej naturalne, bym mogła bez obaw stosować je dla całej rodziny i do każdej części ciała. Może uznacie mnie za wariatkę, ale sklepy z mydełkami odwiedzam z ogromną chęcią i zachwytem. W jednej z mydlanych skarbnic można zdobyć arbuzowe mydło The Secret Soap Store.


Czerwone mydełko z czarnuszką do złudzenia przypomina kawałek arbuza z pestkami. Kawałek jednak jak dla mnie jest dość nieporęczny, dlatego postanowiłam przeciąć mydło na pół. Obeszło się bez większych problemów. Często przecinam swoje mydła na mniejsze części, dzięki czemu mogę się cieszyć nimi na dłużej, jeśli znudzi mi się kawałek, który mam w łazience, ten z szafki nie tracąc swoich wartości leżakuje i czeka na swój czas. 

Wróćmy jednak do arbuzowego mydełka. Zapach przy wąchaniu na sucho jest dość intensywny, jednak po zetknięciu z wodą staje się niesamowicie delikatny, praktycznie w ogóle nie wyczuwalny. 



Produkt ładnie się pieni, przyjemnie oczyszcza. Po krótkim czasie mydełko zaczyna pękać, co niestety wygląda mało estetycznie i ze zdobiącego łazienkę plasterka arbuza zostaje nam spękany niczym plaster miodu kawałek. 

Producent poleca swoje mydło osobom o skórze suchej i delikatnej. Obiecuje dogłębne nawilżenie i przywrócenie jędrności skóry. Produkt stosuję niemalże każdego dnia do mycia ciała i wiele razy w ciągu dnia do mycia rąk. Muszę przyznać, że skóra nie jest nieprzyjemnie ściągnięta po myciu, aczkolwiek jeśli chodzi o dłonie nie obeszłoby się bez kremu. Nie zauważyłam obiecywanej poprawy jędrności. Nie wykluczam, że przy kilkumiesięcznym stosowaniu jakiś efekt osiągnę. Jeśli tak się stanie, na pewno to tutaj dopiszę. 



Skład mydła w sieci jest nie do znalezienia. Prześledziłam blogi wielu dziewczyn, przeszukałam stronę sklepu, aż w ostateczności napisałam do producenta po to, by się dowiedzieć co arbuzowe mydełko w sobie skrywa. 


Skład INCI:
Sodium Palmate, Sodium Palm Kernelate, Aqua, Glycerin, Parfum, PPG-5 Ceteth-20, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Niegella Sativa Seed, Citrullus Vulgaris (Watermelon) Fruit Extract, Palm Acid, Sodium Chloride, Palm Kernel Acid, Tetrasodium EDTA, Tetrasodium Etidronate, CI73360

Cena mydła to 19,99 zł za 100 g. Warto dodać, że produkt jest bardzo wydajny. 



Czy do niego wrócę? Pewnie nie, ale to tylko ze względu na ciekawość innych mydeł znajdujących się na stronie The Secret Soap Store. 


Znacie mydła The Secret Soap Store? Które polecacie? 



poniedziałek, 18 maja 2015

Miód w kosmetyce.

Witajcie,

Miód to często niedoceniany dar natury. Ma szerokie zastosowanie zarówno w gastronomii, medycynie jak i w kosmetyce. Dziś postanowiłam skupić się na tym ostatnim, bliższym tematyce bloga zastosowaniu.

Miód nadaje się do każdego rodzaju skóry i włosów. W miodach znajduje się wiele witamin: A. B. C, D, E, aminokwasów, enzymów, soli mineralnych, czy też kwasów organicznych. To dzięki takiemu bogatemu składowi miody mają masę właściwości. Działa on między innymi:
- nawilżająco,
- kojąco,
- energizująco,
- przeciwbakteryjnie,
- przeciwzapalnie,
- przyspiesza gojenie,
- przeciwzmarszczkowo,
- zmiękczająco,
- ujędrniająco,
- wygładzająco.

Korzystając z dobrodziejstw miodu podczas pielęgnacji, można mieszać go ze składnikami, których nam potrzeba, bądź można działać solo. Osobiście lubię dodawać go do domowych maseczek, czy peelingów. 


Najprostszym peelingiem do twarzy jest zmieszanie z łyżeczką miodu połowy łyżeczki soku z cytryny oraz "zdzieraka" (może to być cukier, płatki owsiane, zmielone migdały, czy kawa). Taka mieszanka nałożona na skórę bardzo dobrze usuwa obumarły naskórek, działa rozjaśniająco i regeneracyjnie. 


W podobny sposób można wykonać peeling do ust, czy skóry głowy (w tym wypadku polecam zmieszanie miodu z cukrem - działa łagodząco i nawilżająco na skórę głowy oraz nie powoduje problemów z wypłukaniem mieszanki). 

Maski z miodem to temat rzeka. Moimi ulubionymi są te nawilżające, dodaję do nich oleje, bądź nabiał (np. maślankę). Miód plus nabiał likwidują uczucie ściągnięcia, dając ukojenie i nawilżenie skórze zmęczonej i suchej. 


Połączenie miodu z mąką ziemniaczaną i ulubionym hydrolatem jest dobrym rozwiązaniem dla cer tłustych i mieszanych, Miód oczyszcza skórę, a mąka zbiera nadmiar sebum i łagodzi podrażnienia. W efekcie po zmyciu maski możemy cieszyć się matową, czystą cerą. 


O oleju nakładanym na włosy słyszał już każdy, ale czy próbowałyście wzbogacić właściwości ulubionego preparatu o miód? Serdecznie polecam. 

Ostatnimi czasy zaopatrzyłam się w miód pochodzący z polskiej pasieki nad którą pieczę trzyma firma Gal. Jestem bardzo zadowolona z ich produktu, ponieważ spełnia wszystkie powyższe zadania. 

Wybierając miód należy pamiętać o tym, by był on dobrej jakości. Jak kupić miód by nie żałować? Warto kierować się pewnymi zasadami. Najlepiej byłoby mieć pasiekę pod nosem i kupić od sąsiada prosto od pszczółki. Niestety nie każdy, a właściwie mało kto ma taką możliwość. Dobry miód to taki, który gęstnieje. Sztuczne miody, zwłaszcza te z krajów spoza Unii Europejskiej lepiej omijać (wyjątkiem są miody Manuka) zazwyczaj nie wiadomo co się w nich kryje i nie wiadomo dlaczego rok po otwarciu nadal są lejące... Nie polecam kupowania miodów w marketach. To nie oszczędzanie, a wyrzucanie pieniędzy na produkt miodopodoby,  



Czy stosujecie miód w swojej pielęgnacji? Macie jakieś swoje ulubione przepisy na kosmetyki miodowe? 



poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Naturalne filtry przeciwsłoneczne.

Witajcie, 


Gdy tylko pojawia się pierwsze słońce, wiele z nas (z obserwacji wynika, że zwłaszcza mamy) zaczyna się rozglądać za filtrami. Zaczynamy zadawać sobie pytanie, jak wybrać. Chemiczny, mineralny? A może olej? Dziś będzie o tym co lubię najbardziej, czyli o olejach. 

Oleje mają masę właściwości i zastosowań o tym wie zapewne większość z Was. Ale czy wiedzieliście o tym, że mogą one chronić nas również przed poparzeniami słonecznymi? Dla mnie są doskonała alternatywą dla filtrów mineralnych, które są komedogenne. Oleje mogę dobrać do potrzeb mojej skóry, tak by nie zatykały porów, a jednocześnie odżywiały. Używamy ich familijnie od dwóch lat. Zimą masło shea, a latem przy mocnej ekspozycji słonecznej olej z pestek malin lub z kiełków pszenicy. 


Jaki poziom ochrony dają nam oleje? 


Olej z pestek malin: SPF 28-50
Olej z nasion marchwi: SPF 38-40
Olej z kiełków pszenicy: SPF 20
Olej z awokado: SPF 4-15
Oliwa z oliwek: SPF 2-8 

Olej kokosowy: SPF 2-8
Olej macadamia: SPF 6
Olej rycynowy: SPF 6
Olej arganowy: SPF 6
Masło shea: SPF 6
Olej migdałowy: SPF 5

Wybierając olej należy zwrócić uwagę na jego jakość. Kupujmy w sprawdzonych miejscach oleje nierafinowane w ciemnych szkłach. Plastiki niekorzystnie wpływają na właściwości niektórych olei. Słońce również. 


Przy okazji tego wpisu postanowiłam przypomnieć również ten, który dotyczył szkodliwości filtrów -> klik




Jaką ochronę przeciwsłoneczną stosujecie? 

wtorek, 14 kwietnia 2015

Bania Agafii maska termalno - iłowa do ciała


Witajcie, 

Dzisiejszy post będzie o dość kontrowersyjnej masce do ciała. W sieci można znaleźć wiele opinii na jej temat. Jedne są bardzo pochlebne, inne krytyczne. Spotkałam się także z taką, której autorka wylądowała na izbie przyjęć. Jak to było u mnie? Zapraszam. 

Nie byłabym sobą przechodząc obojętnie obok saszetek Bani Agafii. Jako, że miałam ochotę na mocne przeżycia postanowiłam przyjrzeć się z bliska masce termalno - iłowej. 


Maska kryje w sobie wiele dobroci między innymi:

Głębinowy ił z jeziora Bajkał – bogaty w uzdrawiające minerały i mikroelementy, delikatnie i efektywnie oczyszcza skórę, a także podnosi jej sprężystość i elastyczność.
Olejek kamforowy - wyrównuje powierzchnię skóry
Organiczny ekstrakt żeń-szenia - tonizuje i odmładza
Organiczny ekstrakt białej herbaty -  sprzyja usunięciu toksyn, posiada silne działanie antyoksydacyjne.


Konsystencja maski jest dość rzadka, warto o tym pamiętać, by nie chlusnąć nią sobie po ścianach. Może spłynąć między palcami, dlatego aplikuję ją w małych ilościach wykonując mini masaż. 
Jest bardzo wydajna. 

Zapach jest delikatny, świeży, lekko ziołowy. 


Maska zastyga na ciele po upływie około 10 minut. Osobiście nie odczułam żadnego, ale to nawet najmniejszego uczucia rozgrzania (czyżby teoria głosząca, że jestem zimna jak lód się sprawdzała?:P). Zmywam maskę bez problemów pod bieżącą wodą. Skóra po użyciu była znacznie bardziej napięta, ładnie oczyszczona. gładsza i przyjemniejsza w dotyku. Przy regularnym stosowaniu zauważyłam minimalne spłycenie się starych rozstępów i poprawę poziomu nawilżenia skóry. 



Cena maski to około 5 zł. 

Znacie ją? Rozgrzała Was? 

sobota, 21 marca 2015

Shave - Lab Zero - maszynka do golenia.

Witajcie,

Nigdy nie miałam ochoty, ani potrzeby pisania tutaj o maszynce do golenia. Do niedawna wydawało mi się, że maszynka, to maszynka. Jedna lepsza, druga gorsza, każda goli, jedna włos, inna skórę. Goliłam się czym popadło, z maszynką za 1,20 zł z kiosku włącznie. Jakiś czas temu w moje ręce wpadła maszynka Shave-Lab model Zero o 6 ostrzach. Czy dzięki niej, moje podejście do maszynek się zmieniło? No dobra, zmieniło się, bo o tym piszę, ale jak bardzo? Zapraszam dalej.


W minimalistycznym białym kartoniku znajduje się przepiękna, gadżeciarska maszynka z kauczukowo chromowaną rączką. Do jej trzonka przymocowana jest ruchowa główka z 6 ostrzami, paskiem nawilżającym z aloesem, witaminą E i olejkiem lawendowym, oraz gumowym paskiem. Ten drugi doskonale zbiera ze skóry resztki żelu, pianki i wody, pozostawiając skórę idealnie suchą.


Ruchoma główka doskonale dopasowuje się do ciała i jego zakamarków. Jako chodzący kościej często zacinałam sobie skórę na kościach piszczelowych, przy kostkach i na kolanach. Przy użyciu tej maszynki nie ma na to najmniejszych szans. Używałam różnej siły nacisku przy depilacji i nic.


Ostrza radzą sobie bez większych problemów z włoskami. Na potrzeby testów troszkę się zapuściłam (oszczędzę Wam zdjęć) i wzięłam się za depilację ciała. Pod koniec maszynka zaczęła zostawiać pojedyncze włoski. Pasek nawilżający jeszcze doskonale sobie radził, jednak ostrza już nie były tak genialne jak na początku. A szkoda! Dodam, że mam dość mocne włoski, a po takim wyczynie jeszcze kilkukrotnie użyłam maszynki do mniejszych obszarów.


Cena maszynki z czterema główkami to koszt około 50 zł. Rączka jest uniwersalna, więc można dokupić inne główki. Jeśli się nie będziecie zapuszczać, to maszynka będzie Wam służyła bardzo, bardzo długo. Sama rączka jest niesamowicie solidna, więc obstawiam, że będzie zakupem na lata!


Czy wrócę do jednorazówek? Na pewno nie. Podejrzewam, że za jakiś czas wrzucę kolejny post o maszynce, a właściwie o jej główkach. Zamierzam sprawdzić inne, dostępne w ofercie Shave - Lab. 


Wielorazówka, czy jednorazówka? Co wybieracie?

środa, 28 stycznia 2015

Pat&Rub masło do ciała rewitalizujące.


Witajcie, 

Dziwnie się dzieje, bo w środku zimy przyszła mi ochota na orzeźwiające zapachy. Zazwyczaj sięgam po otulające, ciężkie, słodkie i korzenne nuty. Tym razem jest inaczej. 
Może jest to spowodowane srogimi wahaniami temperatur, tym że śnieg choć być powinien cały czas pojawia się tylko na chwilę. Nie wiem.



Znalazłam energię w maśle do ciała Pat&Rub o zapachu intensywnie cytrynowym. Za każdym razem, gdy je wącham mam ochotę na duża ilość kwaśnego soku. Zapach utrzymuje się na ciele przez kilka godzin. 

Masło pochodzi z linii rewitalizującej, zawiera ekstrakt z żurawiny, działający przeciwstarzeniowo. 
Znajdziemy w nim także mieszankę maseł (między innymi shea, kakaowe, oliwkowe), olei naturalnych (między innymi babassu) i naturalną witaminę E. Produkt zawiera także naturalne filtry UV. 


Skład na moim opakowaniu różni się od składu na stronie. Czyżby zmiana receptury? Możliwe, że mam starszą wersje, zakupiłam ją stacjonarnie już jakiś czas temu. 


INCI ze strony producenta: Aqua, Butyrospermum Parkii , Caprylic/Capric Triglyceride, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Orbignya Oleifera Seed Oil, Citrus Limon (Lemon) Fruit Extract, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Hydrogenated Olive Oil, Myristyl Myristate, Vaccinium Macrocarpon (Cranberry) Fruit Extract, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Cetearyl Glucoside, Squalane, Parfum, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Sodium Phytate, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Citrus Medica Limonum Peel Oil, Citral, Geraniol, Citronellol, Linalool, Limonene


Konsystencja masła przypomina gęsty balsam. Do masła mu daleko (jestem przyzwyczajona do naturalnych, bardzo zbitych produktów), ale ma to swoje plusy. Łatwo się rozprowadza, jest wydajne, szybko się wchłania. Pozostawia na skórze jednak wyczuwalną  przez dłuższy czas warstwę. Nie tłustą, ale jednak. Nie każdy je za to polubi. 

(Ilość ze zdjęcia wystarczyła na wysmarowanie całej mojej chudej ręki)


Na mnie masło działa bardzo dobrze. Tuż po aplikacji skóra jest uspokojona. Regularne stosowanie sprawiło, że zrogowacenia zniknęły, a skóra stała się bardziej jednolita, ujędrniona i miękka. 
Koi świąd przesuszonej skóry i usuwa nieprzyjemne uczucie ściągnięcia. 



Opakowanie ma 250 ml, typowy plastikowy słój. Cena 69,00 zł.

Mimo, że działa nie wiem czy kupię je ponownie. Pat&Rub ma w swojej ofercie wiele maseł, które mnie kuszą. 



Znacie to masło? Lubicie? Jakie są Wasze ulubione produkty Pat&Rub? 

środa, 14 stycznia 2015

Olej z pestek malin

Witajcie,

W ostatnim poście chciałam przekonać Was do tego, że oleje są dobre także do cer trądzikowych i mieszanych -> klik. Dziś postanowiłam przedstawić Wam mojego faworyta jakim jest olej z pestek malin.


Olej z pestek malin zawiera bardzo dużo NNKT (ponad 80%), zwłaszcza omega 3(kwas linolenowy) i omega 6 (kwas linolowy), a bardzo mało omega 9. Jako, że omega 3 o i 6 są głównymi składnikami płaszcza lipidowego, olej ten będzie doskonałym zabezpieczeniem dla naszej skóry przed czynnikami zewnętrznymi oraz przed utratą wody.

Jak już wiecie z poprzedniej lekcji, ten olej nie jest komedogenny, więc z powodzeniem mogą go używać cery mieszane i trądzikowe. Nie zaszkodzi także cerom wrażliwym i suchym. Doskonale sprawdza się u dzieci.

Zapach trochę orzechowy, troszkę owocowy, jednak malin się w nim nie doszukacie. Da się do niego przyzwyczaić, bardzo szybko się utlenia.

Kolor intensywnie żółty, nie barwi skóry.


Do czego można go stosować? Właściwie do wszystkiego. U mnie w domu znalazł zastosowanie w pielęgnacji mojej cery, oraz jako filtr ochronny dla całej rodzinki (zawiera SPF 28-50!).

Olej z pestek malin ma silne działanie łagodzące i przeciwzapalne. Sprawdza się przy gojeniu ranek, podrażnień, wyprysków, a także poparzeń słonecznych. Ogromnym plusem tego specyfiku jest fakt, że stosowany regularnie rozjaśnia skórę, w efekcie można pozbyć się delikatnych przebarwień, których u mnie niestety było sporo po narodzinach córci.

Cena tego oleju to około 12 zł za 15 ml. Jest to jeden z droższych olejów z jakimi obecnie mam do czynienia. Cena jednak nie dziwi, gdy dowiadujemy się, że z całej ciężarówki malin można wytworzyć około 18 litrów oleju. Warto dodać, że jest on niesamowicie wydajny.

(30 sekund po roztarciu - na skórze pozostała minimalna ilość oleju. Po minucie olej całkowicie się wchłonął)

Ten produkt, należy do olei schnących. Odpowiednio zaaplikowany bardzo szybko całkowicie wchłania się w skórę, nie pozostawiając tłustej warstwy. Doskonały wybór dla tych wszystkich, których odstraszają konsystencje i filmy olejów.

Znacie? Lubicie?

środa, 7 stycznia 2015

Pieką, szczypią, pierzchną, bolą? O waniliowym ratunku dla ust.


Witajcie, 


Po dość długiej przerwie, masie przemyśleń, kombinowania i układania wracam pełna sił i nowej energii. Tęskniłam za Wami. Wracam do Was z rozwiązaniem problemu, który wraca do mnie bardzo często. Mianowicie suchość ust. 

Do pewnego czasu najlepiej na moich ustach sprawdzał się Carmex (za dnia) w połączeniu z dużą ilością masła shea na noc. Jednak, że ze swojej pielęgnacji pragnę wyeliminować całkowicie chemię, musiałam Carmexa czymś zastąpić. No i pojawił się problem. Masło shea średnio nadaje się za dnia na usta, ponieważ pozostawia tłustą warstwę, do której klei się wszystko, a zimą zwłaszcza futerko (sztuczne!) z kurtki, "cićki" z szalika, włosy, itp. O pomadce można zapomnieć.


W mojej szafce z dobrociami natury od dłuższego czasu stało masło waniliowe. Nie otwierałam go wcześniej, ponieważ mam uraz do zapachu wanilii. Na samą myśl o intensywnym jej aromacie, bądź co gorsza wanilinie mam zawroty głowy. Zasiadłam jednak do lektury i wyczytując o dobrociach masła postanowiłam otworzyć.Na moje szczęście zapach jest słabo wyczuwalny, niedrażniący!


Konsystencja masła jest lekko zbita, śliska niczym wazelina. Nie klei się, pozostawia jednak delikatną warstwę ochronną. Po nałożeniu go na usta mam wrażenie, że znajduje się na nich gładka pomadka ochronna. 

Masło waniliowe działa niemalże natychmiast. Dyskomfort spowodowany spierzchnięciem ust mija w mgnieniu oka. Warstwa ochronna pozostała na ustach pozwala normalnie funkcjonować, jeść i pić dosłownie wszystko. Jeśli słyszycie od Waszych partnerów teksty typu "znów masz wymaziane usta", ten produkt jest dla Was. Mojemu Be w ogóle nie przeszkadza masło waniliowe na moich ustach, ba nawet sam po nie sięga, gdy czuje dyskomfort. 

Aby mieć masło zawsze ze sobą można przełożyć je do malutkich słoiczków, choćby po sklepowych balsamach do ust. Należy jednak pamiętać o tym, by szczelnie je zamykać i trzymać z dala od wysokich temperatur i światła.


Masło waniliowe ma silne działanie regeneracyjne, zmiękczające i przeciwzapalne. Wygładza naskórek, tworzy na nim warstwę zapobiegającą nadmiernej utracie wody. Zawiera sporo witaminy E i nienasyconych kwasów tłuszczowych. 

Polecam stosowanie nie tylko na usta, ale także na przesuszone partie skóry i podrażnienia po depilacji. Według Małżona: "najlepszy balsam po goleniu"(na szyję). 

Zmieszane z cukrem/płatkami owsianymi z powodzeniem zastępuje peeling do ust i ciała. 

Jak widać, masło ma wiele zastosowań, więc z powodzeniem każdy z Was wykorzysta je na swój sposób. Nie zaleca się jednak stosowania masła na skórę twarzy. 

Cena masełka waha się w zależności od sklepu. Średnio 15-20 zł za 100 g. Nie zapominajmy o tym, że masło jest bardzo wydajne. 



Znacie to masełko? Czujecie się skuszeni? 

środa, 10 grudnia 2014

Nacomi - czarne mydło

Witajcie,

Bardzo lubię czarne mydełka. Jedne są bardziej naturalne, inne mniej. Na rynku obecnie jest ich cała masa, ja postanowiłam przyjrzeć się z bliska temu o najprostszym składzie.


Nacomi wykonane jest z czarnych oliwek. Jego kolor jest żółtawy, a konsystencja bardzo gęsta, lekko ciągnąca się, przypominająca maść, bądź wazelinę techniczną.


Opakowanie to plastikowy słoik. Mój ma 200 ml, ale dostępne są także 100 ml. Pod nakrętką znajduje się dodatkowe wieczko zabezpieczające mydło przed dostaniem się wody. Łatwo je wyjąć ciągnąc palcami ku górze, bądź ewentualnie jeśli wieczko się zassie ściskając brzegi słoika.

Właściwości czarnego mydła jest sporo. Począwszy od oczyszczających, przez nawilżające, ochronne, a nawet wspomagające walkę z cellulitem i rozstępami. To wszystko dzięki ogromnej ilości witaminy E.


Nacomi stosuję na wiele sposobów. Aplikuję na zwilżoną skórę, zostawiam na kilka minut - działa jak peeling enzymatyczny. Gdy mam ochotę na peeling mechaniczny używam rękawicy Kessa. Te zabiegi mocno oczyszczają skórę, dlatego stosuję je nie częściej niż 2 razy w tygodniu. Po zmyciu mydła nakładam na skórę twarzy i ciała odżywcze oleje (głównie arganowy i masło shea). Skóra jest wtedy doskonale nawilżona i miękka. Po zmywaniu mydła lekko "skrzypi".

Zdarza mi się stosować mydło do codziennej pielęgnacji twarzy. Oczyszczam nim wtedy buzię jak każdym innym żelem. Tym sposobem skóra jest dostatecznie nawilżona i nieskrzypiąca.


Stosując mydło regularnie zauważyłam, że rozstępy stają się mniej widoczne. Nie liczę na całkowity ich zanik, ale rozjaśnienie i delikatne spłycenie to i tak fajny rezultat.

Nacomi nie ściąga skóry, nadaje się do każdego jej typu. Należy jednak dostosować sposób użycia do własnych potrzeb.

To mydło może być stosowane także u dzieci powyżej 3 roku życia.

Za mój słoik zapłaciłam 30 zł. Patrząc na to, jak bardzo wydajny jest to produkt, uważam że cena nie jest w żaden sposób wygórowana.


Na koniec mała uwaga - mydło należy wyjmować suchymi rękami. Woda może zmienić jego konsystencję.

Znacie to mydło? Do czego je stosujecie?

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Organiczne masło shea Duafe


Witajcie, 

Zima nadciąga. Temperatury drastycznie spadają, w domkach podnosimy temperatury poprzez palenie w piecach i odkręcanie kaloryferów. Co na tym cierpi najbardziej? Nasza skóra i włosy.
 One nie lubią takich zmian. Przesuszenia, spierzchnięcia, szczypanie, napięcia, pęknięcia itd. 
Brzmi znajomo? U mnie ratunkiem jest masło shea. O jego zastosowaniach pisałam tutaj ->klik. 

Dowiedziałam się wtedy, że nie każdemu przypada do gustu konsystencja masła. 
Znalazłam rozwiązanie - organiczne masło shea z Ghany Duafe. 

Masło Duafe pochodzi ze środkowo - wschodniej Afryki. Jak wpadło w moje ręce? Skontaktowałam się z Panem Szymonem, który przywozi te cuda z Ghany i od razu się zakochałam.


W słoiku znajduje się niesamowicie puszysta masa. Właśnie konsystencja lekkiego musu, który można nabierać bez problemów sprawia, że to masło jest wyjątkowe. W przeciwieństwie do ogólnodostępnych maseł, które są twarde to nie wymaga żadnego rozcierania i ogrzewania. 
Ono jest idealnie ubite. 

Kolor delikatnie żółty przy aplikacji staje się bezbarwny i niebrudzący.


Działanie tego masełka nie różni się niczym od działania twardego masła. Doskonale nawilża, chroni przed wysuszaniem i niszczeniem skóry, włosów, paznokci. Na skórze pozostawia delikatną tłustą warstwę, a na włosach zastyga. Obecnie stosuję je głównie do pielęgnacji skóry dłoni, twarzy, jako krem pod oczy, pielęgnacji oparzeń męża oraz zabezpieczenia buzi córki przed mrozem. To kosmetyk wielofunkcyjny, familijny. W skrócie mogłabym rzec, że wszystko co suche i podrażnione można posmarować masłem. Sprawdza się nawet jako środek do pielęgnacji świeżych tatuaży. 


Zapach delikatny, naciąganie lekko orzechowy. Dla wielu osób nieprzyjemny. Dla mnie neutralny. Szybko się utlenia. 

Jak wiadomo, masło shea można stosować również w kuchni. Duafe jest wyjątkowo cierpkie, więc kuchennych eksperymentów z nim nie przeprowadzałam. 

Cena to 30 zł za 180 ml.

Duafe można zamówić także masło w pięknych, glinianych pojemniczkach, które są ręcznie wyrabiane. Moim zdaniem świetnie się prezentują i mogą z powodzeniem stać się prezentem gwiazdkowym dla kogoś bliskiego, kochającego naturę. 



Lubicie masło shea? Dacie się przekonać do puszystej wersji, czy pozostaniecie przy klasyce?

piątek, 28 listopada 2014

White Flower - mydło błotno solne.

Witajcie, 

Kochacie mydełka? Ja bardzo. Dlatego też z przyjemnością ciągle testuję nowe. Jednym z ciekawszych mydełek, które miałam przyjemność używać było mydło błotno - solne. 


Czarna, nieporęczna kostka pachnie korzennie, lekko pieprznie. Niestety pod wpływem wody staje się bezwonna. Mydło ciężko jest pociąć na małe kawałki, ponieważ się rozwarstwia i kruszy. Polecam przecięcie kostki na pół, nie na mniej. 
Jak większość czarnych mydełek paskudnie brudzi armaturę w łazience, na szczęście da się to bez większych problemów usunąć. 


Świetnie się pieni, jednak łatwo rozmacza. Warto zwrócić uwagę na to, by leżało zawsze na suchej mydelniczce. Śmiało zakładam, że jest to produkt wydajny. Nie powiem Wam jednak na jak długo starczyła mi kostka, ponieważ...


To 35 kg bydle notorycznie mi ją podjadało! 


Producent uważa, ze mydełko to nadaję się do każdego rodzaju cery z alergiczną i wrażliwą włącznie. Nie do końca się z tym zgodzę, ponieważ mydło ściąga i może wysuszać. Moim zdaniem to produkt bardzo fajny dla osób z cerą tłustą, mieszaną, z problemami łojotokowymi.


Można by się spodziewać, że mydło błotno-solne będzie powodowało nieprzyjemne uczucie pieczenia - nic bardziej mylnego. Nawet na świeżych rankach nie wywołuje potoku niecenzuralnych słów. 


Doskonale przygotowuje twarz i ciało do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych. Mocno oczyszcza, ujędrnia, przyspiesza gojenie zmian trądzikowych, wygładza. U mnie jednak bez produktów nawilżających się nie obejdzie. 



Jako ciekawostkę na koniec dodam, że gdy mydło podczas mycia twarzy dostanie się do nosa - kichanie będzie nieuniknione. 




Znacie to mydełko, lubicie takie kostki myjące?

P.S.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Olej musztardowy Dabur


Witajcie, 


Lubicie musztardę? Dotychczas miałam do niej neutralny stosunek, obecnie jest moją przyjaciółką, a właściwie przyjacielem, bo mówimy o oleju musztardowym, a nie przysmaku stojącym w lodówce. 


Pewnego dnia, przy okazji wizyty w Zielonej Mydlarni właścicielka Klaudia zwróciła moją uwagę na olej musztardowy. W plastikowej butelce wyglądającej jak po wodzie mineralnej znajduje się niesamowicie brzydko pachnący olej. Właściwie to śmierdzący ostrą musztardą. 
Buteleczka o pojemności 250 ml kosztowała mnie zaledwie 17 zł. 


Ogromnym minusem poza zapachem jest fakt, że olej brudzi. Dla tych wszystkich, którzy chcieli nałożyć olej i pójść spać, by nie czuć zapachu... opcja odpada, chyba że chcecie prać pościel po każdej aplikacji specyfiku. Uważać należy także na wszelkie białe, chropowate powierzchnie w domu (ściany, fugi itp.), ponieważ mogą zmienić kolor na śliczną żółć. 

Producent poleca aplikację na ciało i włosy. Kupiłam go z myślą o tym drugim, jednak nie byłabym sobą, gdybym opcji ciało nie sprawdziła. 


Ciało:
Przed randką nie polecam, chyba że Was luby jest wielbicielem dań na bazie musztardy. Olej wchłania się bardzo dobrze w skórę, przynosząc ulgę i niesamowite nawilżenie. Nie brudzi, gdy już wyschnie. Przed upewnieniem się, że już jest całkowicie wsiąknięty nie radzę się ubierać. Podejrzewam, że przy regularnym stosowaniu na skórę, nawet największe sucharki poczułyby zmianę na lepsze. Warto zaznaczyć także, że olej działa rozgrzewająco. Ja jednak spasowałam. Wymiękam. 

Włosy:
Totalny kosmos! Ten olej to czarodziej. Na swoje włosy nakładam łyżkę oleju. To w zupełności wystarczy, by pokryć wszystkie włosy i zrobić masaż skóry głowy. Stosuję go przed każdym myciem, hasając w nim nie mniej niż 30 minut.  Nie ma problemów ze zmyciem. To dobry produkt dla osób, które zaczynają przygodę z olejami, ponieważ widać, czy włosy są już czyste (cała żółć schodzi w kontakcie z delikatnymi szamponami).  Olej musztardowy ma również właściwości pobudzające, regenerujące i nawilżające. Zdecydowanie wzmacnia włosy, nawet rozjaśnione jak moje. Stymulując skórę głowy przyczynił się także do hodowli Baby Hair'ów i przyspieszył wzrost. 

Wbrew pozorom olej jest bardzo delikatny. Nie podrażnia delikatnej skóry ciała i głowy. Serdecznie polecam ten olej wszystkim, którzy pragną nawilżenia, zwiększenia wzrostu włosów i przyspieszenia regeneracji skóry. 


Mój faworyt wśród olejów do włosów. 

Znacie ten olej? Myślicie, że polubilibyście jego działanie? 


P.S. Przypominam o rozdaniu na FB!