Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oczy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oczy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 kwietnia 2015

Tołpa Green nawilżanie. Krem łagodzący pod oczy.

Witajcie,

Krem po oczy to niesamowicie ważny, a jednocześnie bardzo często pomijany kosmetyk. Dlaczego tak jest? Z lenistwa, braku czasu, niewiedzy, braku odpowiedniego produktu? Tak właśnie było u mnie. Wstyd się przyznać, ale z regularnością dbania o okolicę oczu u mnie jest tak samo jak z dbaniem o stopy - jak mi się przypomni. Chcąc jednak zmotywować się do dbania regularnego dbania również za dnia, sięgnęłam po nawilżająco łagodzący krem Tołpa.


Na opakowaniu kremu możemy wyczytać masę informacji, między innymi dowiemy się, że pordukt ma za zadanie nawilżenie i zatrzymanie wody w naskórku. Łagodzenie podrażnień i wygładzanie skóry wokół oczu. Poprawę elastyczności, redukcję cieni pod oczami i przywrócenie spojrzeniu naturalnego blasku.

Krem ma bardzo przyjemną, lekką konsystencję. Aplikuje się łatwo, wystarczy odrobina na koniuszku palca. Dodatkowo szybko się wchłania pozostawiając skórę gładką. Idealny pod makijaż oraz do stosowania na noc.


Tołpa Green jest jednym z nielicznych kremów, które nie podrażniają moich oczu. Nie zauważyłam uczucia pieczenia, czy zaczerwienienia. Wręcz przeciwnie, produkt łagodzi okolice oczu i przynosi ulgę po ciężkim dniu.


W składzie nie znajdziemy substancji zapachowej, sztucznych barwników, PEG - ów, silikonów, oleju parafinowego, parabenów i donorów formaldehydu.

Znajdziemy za to między innymi torf tołpa, ekstrakt z nasion bawełny, ekstrakt z korzenia irysa.


Stosuję krem od początku marca, zauważyłam zdecydowaną poprawę nawilżenia skóry oraz zmniejszenie sińców pod oczami.


Cena kremu to około 20 zł za 17 ml. Patrząc na poziom zużycia, starczy na 2 - 3 miesiące.

Jaki jest Wasz ulubiony specyfik pod oczy?

wtorek, 24 marca 2015

Sensique velvet touch - cienie do powiek piękna dwunastka.

Witajcie, 

Dziś przychodzę do Was z recenzją cieni do powiek Sensique. Jakiś czas temu mogliście zobaczyć tę dwunastkę u mnie na FB. Wielu z Was pytało o nie. Mam nadzieję, że tym wpisem rozwieję wszelkie Wasze wątpliwości i jednocześnie odpowiem na zadawane mi pytania. 




Cienie znajdują się w wygodnych, wbrew pozorom solidnych opakowaniach (zdecydowanie lepszych niż okrągłe Velvet Touch). Napisy trzymają się na miejscu, a przy otwieraniu plastikowego wieczka nie łamiemy sobie paznokci. Dla mnie plus za funkcjinalność. 

Cienie nie są perfumowane, co ogranicza wystąpienie ewentualnego podrażnienia, czy uczulenia. Struktura niesamowicie jedwabista, nawet przy matowych odcieniach. Ładnie trzymają się pędzelka i powieki. O osypywaniu nie ma tutaj mowy. 



Ładnie się blendują, nie zanikając przy tym. Pigmentacja jest całkiem dobra, jednak zawsze nakładam cienie na bazę. W skali od 1-10 oceniłabym ją na mocne 7. Na wspomnianej już bazie utrzymują się cały dzień. Nie spotkałam się z tym, by rolowały się na powiekach moich, czy klientek. 

Wśród 12 cieni mamy wykończenia matowe i satynowe. 

Cena to 6,99 zł za 2g opakowanie. Dostępne w Drogeriach Natura. 


Od lewej: 117, 101, 132.

 Od lewej: 156, 150, 154.


 Od lewej: 149, 102, 122.

Od lewej: 155, 130, 106.

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona jakością tych cieni. Po raz kolejny produkty dostępne w Drogeriach Natura mnie nie zawiodły.

Który kolor podoba Wam się najbardziej? 

czwartek, 19 lutego 2015

Korektor w płynie Deni Carte


Witajcie, 

Dzisiejszy post będzie dotyczył kosmetyku poniekąd wielofunkcyjnego. Korektor w płynie Deni Carte według producenta można stosować na niedoskonałości cery, a także na cienie pod oczami. 
Jak się sprawdził? 


W "błyszczykowym" opakowaniu z pacynką znajduje się produkt o bardzo kremowej konsystencji o potężnych właściwościach maskujących. Jest bardzo wydajny. 

Ogromnym atutem jest to, że nie wchodzi on w zmarszczki, czy pory, co niestety często zdarza się produktom tak mocno kryjącym. 




Trzyma się na swoim miejscu kilka godzin, nie łatwo go zetrzeć. 

W składzie korektora znajdziemy: 


Ingredients: Aqua, Cyclopentasiloxane, Paraffinym Liquidum, Ethylexyl Cocoate, Propylene Glycol, Steareth-21, Steareth-2, Talc, Cetearyl Alcohol, Cera Alba, Caprylic/Capric Triglyceride, Isocetyl Stearoyl Stearate, Prunus Amygdalus, Dulcis Oil, Allantoin, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Bisabolol, Tocopherol, Beta-Sitosterol, Squalene, Copernicia Cerifera Cera, Phynoxyethanol, Methylparaben, Propylparaben, Alumina, Glycerin, EDTA, Parfum, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Hydroxycitronellal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, +/-[CI 77891, CI 77492, CI 77491, CI 77499].

Ze względu na parafinę w składzie na wysokim miejscu zrezygnowałam z nakładania go na twarz. Miałam nadzieję, że korektor posłuży mi do maskowania sińców pod oczami. 




Kolor - niestety go skreśla. Próbowałam dać mu wiele szans, na sobie i na klientkach. Niestety, ma w sobie za dużo pomarańczowych tonów. Próbowałam kłaść go na podkład i pod podkład. Efekt - pomarańcz zawsze wychodził, zwłaszcza u osób z jaśniejszą skórą, a przecież mam numer 1, czyli najjaśniejszą opcję. Wielka szkoda. Ten korektor ma ogromny potencjał, tylko kolorystycznie dał ciała. Przydałyby mu się właściwości rozświetlające, może wtedy wybroniłby się u osób z ciemniejszą karnacją i żółtymi tonami. 




Cena to niespełna 10 zł. 

\

Może ktoś z Was ma ten produkt i jest zadowolony?


Na FB trwa lakierowe rozdanie, serdecznie zapraszam. 

czwartek, 22 stycznia 2015

Natural Beauty Eye Shadow paletka Night Out My Secret


Witajcie, 

Dziś zapraszam Was na recenzję jednej z czterech paletek Natural Beauty, stworzonych dla My Secret przez makijażystę Daniela Sobieśniewskiego. 



Paletka Night Out jest zdecydowanie propozycją na wieczorne wyjścia, bądź dla odważniejszych dziewczyn. Zawiera w sobie barwy fioletowo granatowe, oraz jasny beż. 


Cienie są matowe, niesamowicie napigmentowane, o delikatnej strukturze, dzięki czemu można je nakładać nawet mięciutkim pędzlem od razu blendując. Jeśli już mowa o blendowaniu - większość matowych cieni ma to do siebie, że trzeba się namachać, by je ładnie rozetrzeć. W tym wypadku niestety nie jest inaczej. Kolorystyka jednak jest tak przemyślana, że można się z powodzeniem wspomóc innym cieniem z zestawu. 

(kolor trzeci od prawej jest bardziej fioletowy, aparat pożarł mi kolor)

Jeśli chodzi o trwałość, cienie wytrzymują na oku kilka godzin (po czym kolory stają się mniej intensywne), nie wchodzą w załamanie powieki i nie rozmazują się. Nałożone na dobrą bazę, wytrzymują spokojnie cały dzień. 

Cena paletki to zaledwie 11,99 zł. Do kupienia w drogeriach Natura. 


(Makijaż wykonany w całości produktami My Secret i Kobo)


Jak Wam się podoba? Macie już w swojej kolekcji paletki Natural Beauty? 

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Recenzja porównawcza kredek Deni Carte.


Witajcie, 

Kredka do oczu, zwłaszcza ta czarna gości w kosmetyczkach większości z nas. Mało tego, jest jednym z pierwszych kosmetyków kolorowych, po jakie sięgają młode dziewczyny. Czym się kierować przy jej zakupie? Trwałością, intensywnością koloru? Warto zadać sobie pytanie do czego nam taka kredka jest potrzebna, bo wbrew pozorom to bardzo wielofunkcyjny produkt. 




Zacznę od opcji najtańszej, czyli kredki drewnianej wodoodpornej. Jako jedyna występuje w 9 odcieniach. Warto dodać, że ma dokładnie taki sam skład jak drewniana konturówka do ust, a gdy dodamy jej kolory, mamy bardzo dużą gamę. Jest w czym wybierać. Kolor jednak to nie wszystko. 

Kredka jest najtwardszą z opisywanych dziś przeze mnie. Nie używana dłuższy czas zasycha, tworzy się na niej szara skorupka, którą trzeba ściąć temperówką. Jej twardość sprawia, że nie roluje się na oku, więc jest doskonała jako baza pod ciemne makijaże. Rozetrzeć da się ją jedynie palcem i to zaraz po aplikacji. Trwałość porównam na końcu. 

Kolor minimalnie wpadający w brąz.


Cena 7,40 zł


Kredka 24h  - to średniej twardości propozycja. Konsystencja rzekłabym dość ciężka. Po nałożeniu na linię wodną, czułam ją przez pewien czas. Da się ją rozcierać twardszymi pędzlami, ale również trzeba to robić bardzo szybko, bo zastyga. 

 Kolor - hymmm... bliżej jej do grafitu, niż do nasyconej czerni, jednak gdy nałoży się jej kilka warstw kolor nabiera wyrazu. Innych opcji kolorystycznych Deni nie posiada w ofercie.

Cena to 14,90 zł


Kredka żelowa - niesamowicie miękka. Łatwo rozetrzeć ją nawet miękkim pędzelkiem i nie trzeba robić tego od razu. Kredka sprawia wrażenie takiej, która nigdy nie zastyga. Linię wodną pomalują nią z łatwością nawet osoby o bardzo wrażliwych oczach. Niestety może się rozmazywać i rolować.

Kolor - niesamowicie nasycona czerń. Innych opcji kolorystycznych Deni nie posiada w ofercie (a szkoda!). 

Cena to 14,90 zł. 

O wszystkich kredkach producent pisze, że są czarne. O tym, że czerń, czerni równa nie jest wspomniałam wyżej, a teraz pokażę. Dodam, że nacisk podczas rysowania kresek był taki sam. 


Od lewej - kredka żelowa, kredka 24 h i kredka drewniana.

Kredka żelowa zdecydowanie wygrywa walkę o miano najpiękniejszej czerni. 

Również o każdej kredce producent pisze, że jest wodoodporna. To też sprawdziłam w bardzo łatwy sposób. Zmoczyłam wacik zwykła kranówą i za pierwszym razem przetarłam wzdłuż kresek bez użycia jakiejkolwiek siły. 



Kredka żelowa rozmazuje się od razu. 24 h traci kolor i minimalnie się rozmywa, a kredka drewniana blednie, bez żadnego rozmycia. 

Ponawiam próbę z wacikiem, tym razem przytrzymuję trzy sekundy i przejeżdżam wszerz kresek. 



Kredka żelowa zdecydowanie najgorzej przeszła ten test. 24 h tym razem również się zaczęła rozmywać, a kredka drewniana wydaje się być bez większych zmian. 


Jest godzina 22.30, test robiłam rano. Od tego czasu moje ręce były milion razy w wodzie z detergentami i mydłem. Kredka żelowa jest plamą szarości, kredka 24 h nadal jest kreską o kolorze niemalże takim jak na powyższym zdjęciu, a z kredki drewnianej nie pozostało nic. 

Gdybym miała wybrać najlepszą z powyższych miałabym problem. Na pewno nie byłaby nią kredka drewniana, choć nie mówię, że jest jakaś mega zła. Jest po prostu przeciętna. Kredka żelowa ma ogromny plus za konsystencję i pigmentację, jednak fakt, że lubi się rozmazać jest sporym zarzutem. Propozycja, którą producent nazwał 24 h mimo tego, że trzeba się nią namachać, by uzyskać perfekcyjny odcień dostaje miano najlepszej z Deni. Jest precyzyjna i trwała, a na tym mnie zależy najbardziej. 

Na koniec dodam, że każda z kredek ma wymiar klasycznego ołówka, dlatego temperowanie ich nie jest problemem.


(na linii wodnej jedno pociągnięcie kredki żelowej) 

Znacie kredki Deni Carte? Która z nich sprostałaby Waszym wymaganiom? 

sobota, 13 grudnia 2014

The Balm paletka Nude'tude

Witajcie,

Paletę dwunastu cieniu The Bal, Nude'tude zapewne zna wiele z Was. Jeśli nie osobiście, to chociaż z sieci, ponieważ było o niej dość głośno. Dziś pokażę Wam jak się prezentuję oraz przedstawię, co o niej sądzę. Zapraszam.


Na Nude'tude skusiłam się jakieś pół roku temu. Szukałam w miarę małej paletki z lusterkiem w kolorystyce pozwalającej na wykonanie makijażu dziennego jak i wieczorowego. Zależało mi też na tym, by paletka była odporna na transport niekoniecznie w dogodnych dla niej warunkach.


Paletka tekturowa, estetyczna, dziewczęca, zamykana na magnes.   Nie łatwo utrzymać ją w czystości, zwłaszcza gdy zbrudzi się czarnym cieniem.
W zestawie jest pędzelek, jednak u mnie szybko poszedł w łapki Anastazji, ponieważ nie był najlepszy.


Po pierwszym otworzeniu byłam troszeczkę zawiedziona. Cienie są malutkie, przez co bałam się, że bardzo szybko je wykończę. Na szczęście okazały się być niesamowicie napigmentowane. Wystarczy dosłownie musnąć pędzelkiem i można uzyskać efekt wow. Warto używać pędzli z miękkim włosiem, bo cienie są delikatne i miękkie.


Cienie mają cały przekrój wykończeń, a dzięki neutralnej kolorystyce będą pasowały do każdego typu urody. Cienie nie zbierają się w załamaniu powieki.


Sassy - to piękna, intensywna, opalizująca biel. Nałożona w minimalnej ilości i dobrze rozblendowana, świetnie sprawdzi się jako rozświetlacz u bladziochów.

Stubborn - to niesamowicie delikatny,  opalizujący, chłodny róż.

Selfish - mój ulubieniec. Łączy w sobie szarości, brązy i złoto. Wspaniale odbija światło. Świetnie prezentuje się jako główny kolor makijażu, albo jako akcent na środku powieki w klasycznym, matowym smoky (ten make up niebawem będzie na blogu).

Od dołu Sassy, Stubborn, Selfish.


Sophisticated - ciemny, matowy brąz ze złotym, maleńkim brokatem.

Sexy - matowy, mocny fiolet. Zalecam użycie dobrej bazy, bo przy blendowaniu może tracić swój urok. Lubię używać go jako akcent na dolnej powiece.

Serious - matowa, intensywna, wręcz węglowa czerń. Niestety jest trochę kapryśna, lubi się osypywać i trzeba wiedzieć jak z nią postępować. Mocne otrzepanie pędzelka, minimalna ilość produktu i ewentualnie chusteczka pod oko - dacie radę.

Od dołu Sophisticated, Sexy, Serious.

Snobby - delikatny żółto złoty odcień. Dość słabo napigmentowany na tle swoich kolegów. Po roztarciu ukazuje się masa drobinek.

Stand-Offish - perłowy róż, mocno odbijający światło. Uwielbiam stosować go jako jasny akcent w matowych, ciemnych makijażach. Bardzo kobiecy.

Sultry - kolejny matowy cień w paletce. Ciepły brąz.

Od dołu Sultry, Stand-Offish, Snobby.

Seductive - to odcień zbliżony do Sultry wzbogacony o złoty blask. Myślę, że każda kobieta powinna mieć taki odcień w swojej kosmetyczce.

Silly - kolejny ciemny, matowy brąz z drobinkami. Minimalnie wpada w fiolet.

Sleek - bardzo ciemny, matowy brąz.

Od dołu Seductive, Silly, Sleek.
Cena paletki to około 120 zł. Czy to dużo? Raczej nie. Ponieważ mamy wydajny, solidny produkt.

Brakuje mi jedynie w tej paletce matowego kremowego cienia i byłabym w 100% zadowolona.


Macie ją w swoich zbiorach? Może na nią polujecie?

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Organiczne masło shea Duafe


Witajcie, 

Zima nadciąga. Temperatury drastycznie spadają, w domkach podnosimy temperatury poprzez palenie w piecach i odkręcanie kaloryferów. Co na tym cierpi najbardziej? Nasza skóra i włosy.
 One nie lubią takich zmian. Przesuszenia, spierzchnięcia, szczypanie, napięcia, pęknięcia itd. 
Brzmi znajomo? U mnie ratunkiem jest masło shea. O jego zastosowaniach pisałam tutaj ->klik. 

Dowiedziałam się wtedy, że nie każdemu przypada do gustu konsystencja masła. 
Znalazłam rozwiązanie - organiczne masło shea z Ghany Duafe. 

Masło Duafe pochodzi ze środkowo - wschodniej Afryki. Jak wpadło w moje ręce? Skontaktowałam się z Panem Szymonem, który przywozi te cuda z Ghany i od razu się zakochałam.


W słoiku znajduje się niesamowicie puszysta masa. Właśnie konsystencja lekkiego musu, który można nabierać bez problemów sprawia, że to masło jest wyjątkowe. W przeciwieństwie do ogólnodostępnych maseł, które są twarde to nie wymaga żadnego rozcierania i ogrzewania. 
Ono jest idealnie ubite. 

Kolor delikatnie żółty przy aplikacji staje się bezbarwny i niebrudzący.


Działanie tego masełka nie różni się niczym od działania twardego masła. Doskonale nawilża, chroni przed wysuszaniem i niszczeniem skóry, włosów, paznokci. Na skórze pozostawia delikatną tłustą warstwę, a na włosach zastyga. Obecnie stosuję je głównie do pielęgnacji skóry dłoni, twarzy, jako krem pod oczy, pielęgnacji oparzeń męża oraz zabezpieczenia buzi córki przed mrozem. To kosmetyk wielofunkcyjny, familijny. W skrócie mogłabym rzec, że wszystko co suche i podrażnione można posmarować masłem. Sprawdza się nawet jako środek do pielęgnacji świeżych tatuaży. 


Zapach delikatny, naciąganie lekko orzechowy. Dla wielu osób nieprzyjemny. Dla mnie neutralny. Szybko się utlenia. 

Jak wiadomo, masło shea można stosować również w kuchni. Duafe jest wyjątkowo cierpkie, więc kuchennych eksperymentów z nim nie przeprowadzałam. 

Cena to 30 zł za 180 ml.

Duafe można zamówić także masło w pięknych, glinianych pojemniczkach, które są ręcznie wyrabiane. Moim zdaniem świetnie się prezentują i mogą z powodzeniem stać się prezentem gwiazdkowym dla kogoś bliskiego, kochającego naturę. 



Lubicie masło shea? Dacie się przekonać do puszystej wersji, czy pozostaniecie przy klasyce?

czwartek, 4 grudnia 2014

TAG - all about eyes.


Witajcie, 


Lista pytań, na które chcę odpowiedzieć pisząc posty TAG jest praktycznie bez końca. Ciągle na Waszych blogach znajduję ciekawe zestawy, jednak nie chcąc by blog zmienił całkowicie tematykę dozuję sobie przyjemności. Jeszcze w okresie letnim Kaprysek zaprosiła mnie do zabawy z oczami w roli głównej. Dziś już wiem, jakich udzielić odpowiedzi, zatem do dzieła. 


1. Ulubiony krem/serum pod oczy?

Idealnego kremu nie znalazłam, pielęgnacją w okolicy oczu zajmuje się u mnie natura. Okłady z rumianku i ogórka zwalczają przemęczenie, a masło shea genialnie nawilża. 




2. Ulubiony korektor pod oczy?

Ulubieńcy pod oczy do codziennego stosowania to Kobo.




Gdy potrzebuję niesamowicie mocnego krycia sięgam po kółko kamuflaży Kryolan. 

3. Ulubiony produkt do brwi?

Nie mam jeszcze ulubionego produktu do brwi. Mam za to masę tych, które chcę przetestować. Mój kolor włosów często się zmienia, więc produkt dostosowuję do obecnych potrzeb. 

4. Ulubiona baza pod cienie?

Artdeco.



5. Ulubiona paletka cieni?

Jako, że mam wybrać jedną, stawiam na TheBalm. Bardzo uniwersalna, można wykonać nią każdy make up. Więcej o niej niebawem w poście.


    6. Ulubiony płyn do zmywania makijażu oczu?

Ilość produktów wypróbowanych przeze mnie się nie kończy, jednak ulubieniec pozostaje ten sam - Ziaja dwufazowa. 

7. Ulubiony tusz do rzęs?

Po delikatnie mówiąc niezbyt miłej przygodzie z BodetkoLash (klik) nie bardzo mam co tuszować, jednak na to pytanie odpowiem Max Factor 2000 Calorie.

8. Ulubiony eyeliner? (żelowy, kredka, w pisaku?)

Żelowy eyeliner Essence wzmocniony płynem Duraline. Duet nie do zdarcia.


9. Ulubiony pojedynczy cień?


Ciężko wybrać mi jeden. Chyba postawię na Kobo Golden Rose.



10. Ulubione okulary przeciwsłoneczne?


Zasadę mam prostą - byle ciemne. 


To by było na tyle jeśli chodzi o TAG all about eyes. Jeśli macie ochotę dołączyć do zabawy, zapraszam. Możecie też odpowiadać na pytania w komentarzach, będzie mi bardzo miło! 
Z chęcią poznam Waszych faworytów. 



Przypominam, że do 6 grudnia możecie grać o saszetki Bania Agafii ->klik!