Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 września 2016

Deni Carte puder ryżowy matujący.


Witajcie Moi Mili, 

Wracam do Was. Ostatni czas nie był dla mnie łaskawy, więc odeszłam z blogosfery. Nie będę zalewać Was tu prywatą. Niemniej jednak mam zamiar zalać Was opiniami o produktach, które ciągle testowałam, o których na bieżąco zapisywałam sobie spostrzeżenia. 
Dziś przedstawię Wam puder ryżowy, który stosowałam niemalże przez całe wakacje. Mowa tutaj o pudrze transparentnym Deni Carte. 





wtorek, 20 października 2015

My Secret Woterpoof eyeliner w pisaku

Hej, hej,

Dziś przychodzę do Was z zapowiedzianą wcześniej opinią na temat wodoodpornych eyelinerów z My Secret. Czy są warte uwagi? Czy są naprawdę wodoodporne? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie poniżej. Zapraszam.


czwartek, 15 października 2015

Makijaż z Drogerii Natura


Witajcie, 

Znów dawno mnie nie było, ale jeszcze dawniej nie było tutaj makijażu. Zauważyłam, że w u osób publikujących głównie makijaże na swoich blogach i stronach, jest tendencja do używania drogich kosmetyków z wyższych półek. Sama mam takich sporo i bardzo je lubię, ale doskonale sobie zdaję sprawę z tego, że nie każdy ma do nich dostęp. Dlatego mimo nawracających problemów z okiem postanowiłam zrobić dla Was makijaż w całości wykonany produktami ogólnodostępnymi. Jako, że bardzo lubię i cenię sobie kosmetyki Kobo i My Secret, to na nich oparłam swój makijaż. Jesteście ciekawi, czego użyłam i jaki był efekt? Zapraszam dalej. 



wtorek, 29 września 2015

Skin 79 BB VIP Gold


Hej, hej, 

Przepraszam Was za mała nieobecność. Nadmiar obowiązków w większości bardzo przyjemnych związanych z pracą spowodował, że nie miałam czasu na napisanie konkretnego posta. Od dłuższego czasu bardzo chcę podzielić się z Wami opinią na temat kremu BB Skin 79. Często słyszę, że moja cera wygląda dobrze. naturalnie, świeżo. Niestety nie jest ona czysta, bez makijażu. W buzię przed każdym wyjściem wklepuję BB. 



czwartek, 14 maja 2015

Transparent matt powder - Kobo 312


Witajcie, 

Puder matujący to dobry przyjaciel wielu kobiet. Od pewnego czasu odchodzi się od produktów z kolorem, na korzyść produktów transparentnych. Mają one przewagę nad tymi z kolorem, ponieważ z założenia nie zmieniają odcienia podkładu, czy kremu bb jaki nakładamy na buzię. Wybierając produkt z tej kategorii zależy mi na tym, by dobrze matował, nie robił efektu córki młynarza na twarzy, oraz nie bielił. Jak sprawdza się Transparent Matt z Kobo?



W kwadratowym, solidnym opakowaniu znajduje się 9 g. prasowanego pudru w kolorze delikatnej żółci. Żółtawe zabarwienie jest efektem zawarcia skrobi kukurydzianej. Proszę się nie obawiać, produkt nie jest żółty na twarzy.



W składzie poza wspomnianą już skrobią kukurydzianą znajdziemy także mączkę owsianą i skrobię ryżową. Ta pierwsza nadaje skórze jedwabistą gładkość, a ta druga (pewnie znana większości z Was z innych pudrów dostępnych na rynku) doskonale pochłania nadmiar sebum, dzięki czemu możemy cieszyć się matową skórą na długo. 

Produkt jest niesamowicie wydajny, wystarczy odrobina, aby utrwalić makijaż i zmatowić buzię. Należy pamiętać o tym, jak prawidłowo aplikować puder. Omiatając twarz pędzlem, czy puszkiem można zetrzeć sobie podkład. Puder prawidłowo aplikowany jest wciskany w skórę, aplikowany metodą stempelkowania. Tak nałożony na buzię puder Kobo zmatowi skórę na kilka godzin.


Transparentny puder Kobo daje naturalne wykończenie, nie zbiera się w zmarszczkach, nie bieli i nie daje efektu mąki. Ponadto nie wysusza skóry, co jest dla mnie bardzo ważne. Stał się moim ulubieńcem.


Cena produktu to 19,99 zł.

Jaki puder matujący jest Waszym faworytem w tym sezonie? 

środa, 1 kwietnia 2015

My Sercet Beauty Elixir Make Up

Witajcie,

O idealnym podkładzie marzy każda z nas. My Secret wychodzi nam na przeciw i wypuszcza na rynek podkład Beauty Elixir, który według obietnic pozostawia skórę jedwabiście gładką. Czy to prawda? Zapraszam na recenzję.



W plastikowej tubie znajduje się 30 ml podkładu o średniej gęstości i dużej wydajności. Do wyboru mamy trzy wersje kolorystyczne. Numerki znajdują się na naklejkach, które są jednocześnie zabezpieczeniem przed otwarciem produktu w sklepie. Fajny pomysł, aczkolwiek mając wszystkie odcienie, trzeba sobie naklejki przykleić w inne miejsce, by nie musieć za każdym razem szukać poprzez odkręcanie tego właściwego koloru. 



Podkład nakłada się bezproblemowo zarówno palcami jak i pędzlami. Nie jest wyczuwalny na buzi, a dzięki dokładaniu produktu można z powodzeniem dozować siłę krycia. Beauty Elixir to moim zdaniem podkład na dzień. Cery mocno trądzikowe mogą nie być zachwycone efektem, jaki uzyskają, ponieważ nie zakryje wszystkiego bez wsparcia kamuflażem. Podkład nie wysusza skóry, wręcz delikatnie ją nawilża. Nie podkreśla suchych skórek. 


Kolorystyka przedstawia się następująco. 


 Od lewej: numer 3, 2, 1 (w rzeczywistości 2 ma mniej żółtych tonów).

 Od lewej: numer 1, 2, 3.


 Od lewej: numer 1, 2, 3.

Jak widać na załączonych zdjęciach, numer 1 jest jasny, dość mocno żółty. Dla mnie odrobinę za bardzo. Można go jednak z powodzeniem zneutralizować numerem 2, bądź pudrem o różowych tonach, co zdarzało mi się robić. 

Myślę, że cery suche i normalne będą bardzo zadowolone z tych produktów. Cery tłuste z mniejszymi problemami też będą zadowolone. Podkłady utrzymują się ładnie nawet do 6 godzin. Po tym czasie wymagają drobnej korekty zwłaszcza u problematycznych cer.


Postanowiłam pokazać Wam moją cerę, której stan obecnie jest tragiczny (zmiana oleju ze słodkich migdałów na krem nie była dobrym pomysłem).


Poniżej jedna warstwa niechlujnie nałożonego palcami Beauty Elixir. Specjalnie niedociągnięty do linii żuchwy, aby pokazać Wam o ile za żółty jest u takiego bladzioszka jak ja. 


Poniżej Beauty Elixir nałożony pędzlem typu flat top. 


Beauty Elixir nałożony flat topem i przypudrowany. 



Sami oceńcie efekty. Dla mnie wystarczające na dzień, aczkolwiek  na większe wyjście sięgnęłabym po coś mocniej kryjącego.

Cena podkładu to 12,99 zł za 30 ml. Dostępny w Drogeriach Natura.

Jak Wam się podoba efekt? Skusicie się?

wtorek, 24 marca 2015

Sensique velvet touch - cienie do powiek piękna dwunastka.

Witajcie, 

Dziś przychodzę do Was z recenzją cieni do powiek Sensique. Jakiś czas temu mogliście zobaczyć tę dwunastkę u mnie na FB. Wielu z Was pytało o nie. Mam nadzieję, że tym wpisem rozwieję wszelkie Wasze wątpliwości i jednocześnie odpowiem na zadawane mi pytania. 




Cienie znajdują się w wygodnych, wbrew pozorom solidnych opakowaniach (zdecydowanie lepszych niż okrągłe Velvet Touch). Napisy trzymają się na miejscu, a przy otwieraniu plastikowego wieczka nie łamiemy sobie paznokci. Dla mnie plus za funkcjinalność. 

Cienie nie są perfumowane, co ogranicza wystąpienie ewentualnego podrażnienia, czy uczulenia. Struktura niesamowicie jedwabista, nawet przy matowych odcieniach. Ładnie trzymają się pędzelka i powieki. O osypywaniu nie ma tutaj mowy. 



Ładnie się blendują, nie zanikając przy tym. Pigmentacja jest całkiem dobra, jednak zawsze nakładam cienie na bazę. W skali od 1-10 oceniłabym ją na mocne 7. Na wspomnianej już bazie utrzymują się cały dzień. Nie spotkałam się z tym, by rolowały się na powiekach moich, czy klientek. 

Wśród 12 cieni mamy wykończenia matowe i satynowe. 

Cena to 6,99 zł za 2g opakowanie. Dostępne w Drogeriach Natura. 


Od lewej: 117, 101, 132.

 Od lewej: 156, 150, 154.


 Od lewej: 149, 102, 122.

Od lewej: 155, 130, 106.

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona jakością tych cieni. Po raz kolejny produkty dostępne w Drogeriach Natura mnie nie zawiodły.

Który kolor podoba Wam się najbardziej? 

czwartek, 19 lutego 2015

Korektor w płynie Deni Carte


Witajcie, 

Dzisiejszy post będzie dotyczył kosmetyku poniekąd wielofunkcyjnego. Korektor w płynie Deni Carte według producenta można stosować na niedoskonałości cery, a także na cienie pod oczami. 
Jak się sprawdził? 


W "błyszczykowym" opakowaniu z pacynką znajduje się produkt o bardzo kremowej konsystencji o potężnych właściwościach maskujących. Jest bardzo wydajny. 

Ogromnym atutem jest to, że nie wchodzi on w zmarszczki, czy pory, co niestety często zdarza się produktom tak mocno kryjącym. 




Trzyma się na swoim miejscu kilka godzin, nie łatwo go zetrzeć. 

W składzie korektora znajdziemy: 


Ingredients: Aqua, Cyclopentasiloxane, Paraffinym Liquidum, Ethylexyl Cocoate, Propylene Glycol, Steareth-21, Steareth-2, Talc, Cetearyl Alcohol, Cera Alba, Caprylic/Capric Triglyceride, Isocetyl Stearoyl Stearate, Prunus Amygdalus, Dulcis Oil, Allantoin, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Bisabolol, Tocopherol, Beta-Sitosterol, Squalene, Copernicia Cerifera Cera, Phynoxyethanol, Methylparaben, Propylparaben, Alumina, Glycerin, EDTA, Parfum, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Hydroxycitronellal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, +/-[CI 77891, CI 77492, CI 77491, CI 77499].

Ze względu na parafinę w składzie na wysokim miejscu zrezygnowałam z nakładania go na twarz. Miałam nadzieję, że korektor posłuży mi do maskowania sińców pod oczami. 




Kolor - niestety go skreśla. Próbowałam dać mu wiele szans, na sobie i na klientkach. Niestety, ma w sobie za dużo pomarańczowych tonów. Próbowałam kłaść go na podkład i pod podkład. Efekt - pomarańcz zawsze wychodził, zwłaszcza u osób z jaśniejszą skórą, a przecież mam numer 1, czyli najjaśniejszą opcję. Wielka szkoda. Ten korektor ma ogromny potencjał, tylko kolorystycznie dał ciała. Przydałyby mu się właściwości rozświetlające, może wtedy wybroniłby się u osób z ciemniejszą karnacją i żółtymi tonami. 




Cena to niespełna 10 zł. 

\

Może ktoś z Was ma ten produkt i jest zadowolony?


Na FB trwa lakierowe rozdanie, serdecznie zapraszam. 

piątek, 13 lutego 2015

Olejek hydrofilny pachnotka słonecznik. Demakijaż naturalnie.

Witajcie,

Jakiś czas temu poczyniłam małe zakupy w sklepie z półproduktami. Do koszyka wpadł między innymi gotowy zestaw do stworzenia (ach cóż za duże słowo - do zmieszania!) myjącego olejku. Ciągle szukam skutecznego, szybkiego i naturalnego sposobu na zmywanie makijażu. Czy olejek był strzałem w 10?

W skład mojego olejku wchodzi organiczny olej ze słonecznika, organiczny olej z pachnotki i emulgator. Wybrałam właśnie taką mieszankę, ponieważ oba te oleje mają niski potencjał komedogenny, zatem idealnie nadają się do cer tłustych i mieszanych (a taką niestety moja się stała).


Ponadto olej z pachnotki ma działanie przeciwzapalne, przeciwbakteryjne, ujędrnia skórę, przyspiesza gojenie i zwalcza trądzik. Wpływa także pozytywnie na ujścia gruczołów łojowych, a co za tym idzie działa przeciwzaskórnikowo.  To tylko kilka jego zalet, ale o tym innym razem.

Olej ze słonecznika zaś ma działanie normalizujące, zmiękczające i wygładzające skórę. Można go stosować bez obaw, ponieważ nie powoduje zaskórników.



Jak wygląda samo zmywanie? Na zwilżony hydrolatem oczarowym, bądź wodą wacik wylewam kilka kropel olejku, przykładam do oka i gotowe. Należy uważać, by nie nałożyć za dużo olejku, bo wchodzący w oczy nie jest niczym przyjemnym. W odpowiednich ilościach jest genialny. Zmywa nawet wodoodporny makijaż. Twarz zmywam na dwa sposoby. Albo tak jak oczy, albo pocieram wacikiem dłonie wytwarzając emulsję, którą później niczym żelem zmywam make up. 

Po zmyciu makijażu na skórze może zostać lekko tłusta warstwa (zależna od tego ile kropli oleju nałożymy na wacik). Mnie to zupełnie nie przeszkadza, dokładam porcję oleju pielęgnacyjnego i jestem gotowa do spania. 


Nie zauważyłam negatywnego wpływu kosmetyku na moją skórę, wręcz przeciwnie. Podrażnienia zostały niemalże całkowicie wyeliminowane, a zmiany trądzikowe zdecydowanie załagodzone. Chociaż początkowo podchodziłam do niego sceptynie, po nauczeniu się go uważam, że to dobra alternatywa dla mleczek do demakijażu. 

Cena to niespełna 15 zł za 100 ml. Niewiele, patrząc na to jak bardzo wydajny jest produkt. 

Gdy jakimś cudem zużyję tę buteleczkę (bardziej prawdopodobne jest to, że ją oddam komuś bliskiemu), na pewni spróbuję mieszanek innych olejków.

Na koniec warto wspomnieć, że kosmetyki tego typu powinno się przechowywać w chłodnym miejscu - u mnie goszczą w lodówce.


Ciekawa jestem w jaki sposób wykonujecie demakijaż? Lubicie naturalne metody?  

poniedziałek, 2 lutego 2015

Clinique Redness Solutions Makeup SPF15


Witajcie, 


Pytania o idealny podkład wracają niczym bumerang. Odpowiedź na nie wcale nie jest prosta, bo znalezienie ideału to wielokrotne próby, oraz długotrwałe testowanie. Nasza skóra się zmienia, zmieniają się jej potrzeby zarówno te z zakresu pielęgnacji, jak i urody. Dzisiejszy post poświęcam podkładowi, który według producenta nadaje się do wszystkich typów cer zmagających się z zaczerwienieniami. 

Clinique Redness Solutions to propozycja z wyższej półki cenowej. Za 30 ml zapłacimy około 150 zł. Dotępny internetowo oraz stacjonarnie. Czy warto go kupić? 




Producent pisze o nim tak:


"Clinique Redness Solutions Makeup SPF 15 z technologią probiotyczną jest płynnym podkładem o właściwościach kojących, którego zadaniem jest łagodzenie podrażnień maskowanie zaczerwienienia, a jednocześnie pielęgnacja skóry. Za takie działanie odpowiadają takie składniki jak: wyciąg z kory magnolii oraz ekstrakt z grzybów pomagają ukoić skórę, kofeina łagodzi podrażnienia, masło murumuru pozwala utrzymać prawidłową barierę hydrolipidową skóry, natomiast drobinki neutralizujące o żółto-zielonym zabarwieniu mają maskować zaczerwienienia, koić skórę, wyrównywać jej koloryt i redukować plamy. Technologia probiotyczna Clinique oparta jest na wyciągu z żywych kultur naturalnych bakterii pojawiających również się w żywności podczas procesu fermentacji. Dzięki tej technologii wzmocnieniu ma ulec bariera ochronna skóry. Kosmetyk zawiera również antyoksydanty, takie jak witamina E oraz mieszanka filtrów przeciwsłonecznych o szerokim spektrum działania, w których stosunek filtrów ochronnych UVB do UVA wynosi 3:1"




Podkład ma dość gęstą konsystencję, jednak nie jest ciężki i łatwo się go aplikuje. Można to robić pędzlami, gąbkami, a nawet palcami. W zależności od sposobu aplikacji, zwiększymy bądź zmniejszymy poziom krycia. Jeśli uda nam się dobrać kolor (co w moim przypadku jest niemożliwe) to będziemy bardzo zadowolone, ponieważ ładnie stapia się ze skórą i jest niewyczuwalny. 


U cer suchych podkład zamaskuje podrażnienia, nie uwydatniając skórek. Nie będzie wymagał żadnego utrwalania i przetrwa na swoim miejscu nawet cały, średnio wyczerpujący dzień. 


U cer mieszanych/tłustych podkład zakryje niedoskonałości, ale będzie wymagał utrwalenia dobrym pudrem, najlepiej takim który maskuje pory. Clinique Redness Solutions niestety lubi podkreślać pory, co jest widoczne na poniższym zdjęciu. 


(Patrz w okolice nosa zobaczysz pory :(. Produkt nakładany palcami, bez pudru, zdjęcie po 8 godzinach od wykonania makijażu)


Jeśli chodzi o kolorystykę, to jest ona okrojona. Na stronie producenta znajdziemy 6 odcieni, dla siebie kupiłam najjaśniejszy, czyli 01 Calming Alabaster i jest on za ciemny i za żółty. Typowe bladzioszki niestety nie będą mogły się nim cieszyć. 



Bez wahania używam tych podkładów do makijaży okazjonalnych, ze względu na świetną trwałość, wydajność i właściwości. Z racji tego, że sama nie bardzo mogę go używać, ciężko jest mi się wypowiedzieć na temat działania pielęgnacyjnego. Na podstawie opinii klientek, oraz tego co zauważyłam nosząc go głównie w domu, śmiało stwierdzam, że krzywdy nie robi. 


Clinique Redness Solutions Makeup gości w moim kufrze na stałe. Gdyby tylko kolor był ok, mogłabym dać mu miano bliskiego ideałowi.

Znacie ten produkt? Co o nim sądzicie?  

czwartek, 22 stycznia 2015

Natural Beauty Eye Shadow paletka Night Out My Secret


Witajcie, 

Dziś zapraszam Was na recenzję jednej z czterech paletek Natural Beauty, stworzonych dla My Secret przez makijażystę Daniela Sobieśniewskiego. 



Paletka Night Out jest zdecydowanie propozycją na wieczorne wyjścia, bądź dla odważniejszych dziewczyn. Zawiera w sobie barwy fioletowo granatowe, oraz jasny beż. 


Cienie są matowe, niesamowicie napigmentowane, o delikatnej strukturze, dzięki czemu można je nakładać nawet mięciutkim pędzlem od razu blendując. Jeśli już mowa o blendowaniu - większość matowych cieni ma to do siebie, że trzeba się namachać, by je ładnie rozetrzeć. W tym wypadku niestety nie jest inaczej. Kolorystyka jednak jest tak przemyślana, że można się z powodzeniem wspomóc innym cieniem z zestawu. 

(kolor trzeci od prawej jest bardziej fioletowy, aparat pożarł mi kolor)

Jeśli chodzi o trwałość, cienie wytrzymują na oku kilka godzin (po czym kolory stają się mniej intensywne), nie wchodzą w załamanie powieki i nie rozmazują się. Nałożone na dobrą bazę, wytrzymują spokojnie cały dzień. 

Cena paletki to zaledwie 11,99 zł. Do kupienia w drogeriach Natura. 


(Makijaż wykonany w całości produktami My Secret i Kobo)


Jak Wam się podoba? Macie już w swojej kolekcji paletki Natural Beauty? 

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Recenzja porównawcza kredek Deni Carte.


Witajcie, 

Kredka do oczu, zwłaszcza ta czarna gości w kosmetyczkach większości z nas. Mało tego, jest jednym z pierwszych kosmetyków kolorowych, po jakie sięgają młode dziewczyny. Czym się kierować przy jej zakupie? Trwałością, intensywnością koloru? Warto zadać sobie pytanie do czego nam taka kredka jest potrzebna, bo wbrew pozorom to bardzo wielofunkcyjny produkt. 




Zacznę od opcji najtańszej, czyli kredki drewnianej wodoodpornej. Jako jedyna występuje w 9 odcieniach. Warto dodać, że ma dokładnie taki sam skład jak drewniana konturówka do ust, a gdy dodamy jej kolory, mamy bardzo dużą gamę. Jest w czym wybierać. Kolor jednak to nie wszystko. 

Kredka jest najtwardszą z opisywanych dziś przeze mnie. Nie używana dłuższy czas zasycha, tworzy się na niej szara skorupka, którą trzeba ściąć temperówką. Jej twardość sprawia, że nie roluje się na oku, więc jest doskonała jako baza pod ciemne makijaże. Rozetrzeć da się ją jedynie palcem i to zaraz po aplikacji. Trwałość porównam na końcu. 

Kolor minimalnie wpadający w brąz.


Cena 7,40 zł


Kredka 24h  - to średniej twardości propozycja. Konsystencja rzekłabym dość ciężka. Po nałożeniu na linię wodną, czułam ją przez pewien czas. Da się ją rozcierać twardszymi pędzlami, ale również trzeba to robić bardzo szybko, bo zastyga. 

 Kolor - hymmm... bliżej jej do grafitu, niż do nasyconej czerni, jednak gdy nałoży się jej kilka warstw kolor nabiera wyrazu. Innych opcji kolorystycznych Deni nie posiada w ofercie.

Cena to 14,90 zł


Kredka żelowa - niesamowicie miękka. Łatwo rozetrzeć ją nawet miękkim pędzelkiem i nie trzeba robić tego od razu. Kredka sprawia wrażenie takiej, która nigdy nie zastyga. Linię wodną pomalują nią z łatwością nawet osoby o bardzo wrażliwych oczach. Niestety może się rozmazywać i rolować.

Kolor - niesamowicie nasycona czerń. Innych opcji kolorystycznych Deni nie posiada w ofercie (a szkoda!). 

Cena to 14,90 zł. 

O wszystkich kredkach producent pisze, że są czarne. O tym, że czerń, czerni równa nie jest wspomniałam wyżej, a teraz pokażę. Dodam, że nacisk podczas rysowania kresek był taki sam. 


Od lewej - kredka żelowa, kredka 24 h i kredka drewniana.

Kredka żelowa zdecydowanie wygrywa walkę o miano najpiękniejszej czerni. 

Również o każdej kredce producent pisze, że jest wodoodporna. To też sprawdziłam w bardzo łatwy sposób. Zmoczyłam wacik zwykła kranówą i za pierwszym razem przetarłam wzdłuż kresek bez użycia jakiejkolwiek siły. 



Kredka żelowa rozmazuje się od razu. 24 h traci kolor i minimalnie się rozmywa, a kredka drewniana blednie, bez żadnego rozmycia. 

Ponawiam próbę z wacikiem, tym razem przytrzymuję trzy sekundy i przejeżdżam wszerz kresek. 



Kredka żelowa zdecydowanie najgorzej przeszła ten test. 24 h tym razem również się zaczęła rozmywać, a kredka drewniana wydaje się być bez większych zmian. 


Jest godzina 22.30, test robiłam rano. Od tego czasu moje ręce były milion razy w wodzie z detergentami i mydłem. Kredka żelowa jest plamą szarości, kredka 24 h nadal jest kreską o kolorze niemalże takim jak na powyższym zdjęciu, a z kredki drewnianej nie pozostało nic. 

Gdybym miała wybrać najlepszą z powyższych miałabym problem. Na pewno nie byłaby nią kredka drewniana, choć nie mówię, że jest jakaś mega zła. Jest po prostu przeciętna. Kredka żelowa ma ogromny plus za konsystencję i pigmentację, jednak fakt, że lubi się rozmazać jest sporym zarzutem. Propozycja, którą producent nazwał 24 h mimo tego, że trzeba się nią namachać, by uzyskać perfekcyjny odcień dostaje miano najlepszej z Deni. Jest precyzyjna i trwała, a na tym mnie zależy najbardziej. 

Na koniec dodam, że każda z kredek ma wymiar klasycznego ołówka, dlatego temperowanie ich nie jest problemem.


(na linii wodnej jedno pociągnięcie kredki żelowej) 

Znacie kredki Deni Carte? Która z nich sprostałaby Waszym wymaganiom?