Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olej. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 października 2015

Giń pryszczu - olejek pichtowy.


Witajcie, 

W życiu każdej, albo prawie każdej kobiety przychodzi taki czas w miesiącu, który przynosi wraz ze zdenerwowaniem przykre niespodzianki na twarz, dekolt, plecy. O czym mowa każdy wie, ale jak poradzić sobie z niedoskonałościami, które dostajemy w niechętnie przyjmowanym pakiecie od losu? Czy jest na nie jakiś łatwy sposób? Zapraszam dalej. 



poniedziałek, 22 czerwca 2015

Gościnny post o pielęgnacji włosów zniszczonych i walce z niedoskonałościami.


Witajcie, 

Dziś zostawiam Was z postem Martyny, która chciała się z Wami podzielić swoją przygodą włosową. Znajdziecie w nim krótkie recenzje ciekawych produktów, a także sposoby na to jak naturą podratować się po porażce fryzjera. Przyjemnego popołudnia z mam nadzieję przyjemną dla Was lekturą życzę. 




Jako, że mamy z Alicją wspólną pasję - kosmetyki zdarzy mi się podzielić z nią tym co aktualnie przetestowałam lub zapytać czy sama już tego używała. Nie prowadzę swojego bloga (brak systematyczności / czasu?) więc zrobiłam dla niej notkę na temat oleju lnianego, balsamu Babuszki Agafii i olejku z drzewa herbacianego.


Zacznę od tego ostatniego - na zdjęciu widać że napisy na buteleczce się już troszeczkę starły pomimo tego że kupiłam i używam go od około dwóch tygodni. Kosztował mnie w aptece około 8 zł i to była świetna inwestycja - z tym olejkiem miałam styczność wiele lat temu w gimnazjum, stosowałam wtedy jakiś krem punktowy, który zawierał jakąś jego ilość, aktualnie mam 100% samego olejku bez dodatków i używam go wszechstronnie.


 Kupiłam go głównie z myślą o podskórnej zmianie w okolicy ust, ale wyczytałam że można go używać na ukąszenia komarów, do prania pościeli  (olejek ma właściwości antyseptyczne), do kąpieli, do aromaterapii, do parówki na twarz. Ja oprócz stosowania miejscowego dodaje go do toniku (aktualnie z Nivei ale pod koniec miesiąca zamówię jakiś hydrolat, może oczarowy i wtedy dodam to do niego) - efekty są widoczne. Dodatkowo przy takich upałach świetnie odświeża twarz i daje uczucie chłodu - tutaj jednak mała uwaga dla wrażliwych buziek: rozcieńczajcie go przed użyciem z wodą na przykład i róbcie próby uczuleniowe - moja skóra na niektóre składniki nie reaguje pieczeniem mimo że większość użytkowników tego doświadcza, z kolei na te które nie powinna w ogóle reagować - reaguje, więc to jest loteria. 



Jak dla mnie - stosowałam go bezpośrednio na skórę i nie było żadnych zmian, należy pamiętać o nawilżaniu, ponieważ olejek ten może wysuszać.


Olej lniany kupiłam w sklepie zielarskim, kosztował mnie 17 zł,  zauważyłam że w sklepie zielarskim przechowywano go w lodówce, ponieważ był zimny, a butelka miała lekki "szronik". Tymczasem w sklepie obok stał na półce, czyli jego przechowywanie nie całkiem było odpowiednie. 
Butelka mojego oleju jest ciemna (ochrona przed światłem, tak jak witamina C, w kontakcie z światłem może utracić cenne właściwości), przechowuję go w lodówce, dostałam nawet radę od ekspedientki że skoro zamierzam go głównie stosować do olejowania włosów to część mogę zamrozić i zostawić, a odmrozić go za kilka miesięcy i używać znowu - zamierzam spróbować tez pić łyżkę dziennie tego oleju ale zapach (jakby orzechowo - jakiś? ciężko określić) nieco mnie odpycha (nie tak mocno jak kozieradka). Olej ten produkuje firma Flos, który kojarzę jako producenta różnych zielarskich rzeczy. Jest to olej tłoczony na zimno. 


Ale do rzeczy : włosy oczyściłam z stylizatorów (Mythic oil) i zostawiłam mokre, spryskałam je olejowym serum (10 ml oleju, 10 ml odżywki i 10 ml wody) i pozostawiłam na 1h-1,5h (w moim przypadku trzymanie dłużej nie przynosi innych efektów, próbowałam na całą noc). Pokładam w tym oleju duże nadzieje jako że jest niewnikający a ja aktualnie niestety mam włosy zniszczone które leczę już od początku kwietnia (nie będę się rozpisywać, w skrócie : fryzjerka spaliła mi włosy więc można się domyślić i włosów straciłam) , aktualnie zależy mi na opanowaniu puszących się włosów bo o i przyrost się nie martwię (vitapil+wcierki - polecam, u mnie 3 cm w ciągu miesiąca). Do efektów oleju wrócę za chwilę.


Czas na Balsam Babuszki Agafii - naczytałam się o produktach Agafii na blogach oraz forach internetowych. Na początku nie byłam przekonana, bo wolałam moje mieszanki z półproduktów, jednak ostatecznie postanowiłam spróbować nr.1 na cedrowym propolisie wzmacniający. 


Skład zaczyna się od "aqua with infusions of" co rozumiemy jako hydrolat , później kilka konkretnych olejów. W składzie znajdziemy Magnesium Laureth Sulfate - który jest siarczanem tak więc to co jest napisane na białej naklejce z polskim opisem nie do końca jest prawdą. Wprawdzie jest to MLS, a nie SLS jednak należy pamiętać o tym, że nadal posiadają te same właściwości. Liczę jednak na to, że pozostałe składniki choć trochę załagodzą jego działanie. Dalej w składzie znajdziemy jeszcze inne składniki powierzchniowo czynne jak np. Cocamidropropyl betaine co czyni ten balsam poniekąd szamponem. Producent zaleca trzymanie na włosach 1-2 minuty.


 Zapach kojarzy mi się z cukierkami prawoślazowymi, kolor również. Konsystencję balsamu gęstą, aczkolwiek nie trudno go zapienić.


Czas na podsumowanie: olej zmywam balsamem zostawiając go na 2 minuty na włosach. Nie miałam problemu wypłukanie produktów. Zapach balsamu pozostaje minimalnie wyczuwalny na włosach.

Pozostawiam włosy do wyschnięcia bo nie używam suszarki, a efekt jest zadowalający. Włosy się nie puszą, jednak same końce i tak potrzebują serum zabezpieczającego. Oceniam te produkty na mocną 7 na 10 możliwych punktów. Poleciłabym olej lniany włosom zniszczonym, naturalnie kręconym i wysokoporowatym. Balsam myślę, że trzeba samemu ocenić, czy nada się bardziej na odżywkę czy może na szampon.

Poniżej włosy po zabiegu. 






Jak Wam się podobał wpis Martyny? Chcecie częściej czytać gościnne opinie i porady? 



P.S. Post w całości przygotowała dla Was Martyna, zdjęcia oraz tekst są jej własnością. 


czwartek, 21 maja 2015

Cyrk z olejem arganowym Manufaktury Aptecznej.


Witajcie, 


W marcu po rybnickim spotkaniu blogerów w paczuszce znalazłam olej arganowy z Manufaktury Aptecznej. Bardzo lubię ten gatunek oleju, pisałam o jego właściwościach i zastosowaniach już dawno temu (odsyłam do posta klik), dlatego ucieszyłam się z małej, ładnej buteleczki. 



Czar niestety szybko prysł. Okazało się, że olej który otrzymałyśmy to tester z kończącą się datą ważności - należy zużyć do kwietnia 2015 roku. W związku z tym, na testowanie produktu miałyśmy niespełna miesiąc. 


 Mało tego firma narzuciła nam, że musimy wstawić "notkę wstępną" dotyczącą ich produktu do dnia 16 marca 2015 roku. Dodatkowo okazało się, że "mamy czas 4 tygodnie na przetestowanie olejku i wrzucenie opinii bez linku do bloga na Ceneo- krótki tekst o otrzymaniu, zdjęcie, logo, link do strony". O wszystkich tych warunkach dowiedziałyśmy się po spotkaniu, ponieważ dopiero wtedy zostały one przesłane organizatorce. Ponagleń nie było końca. 


Wzięłam się za testowanie produktu. Dziwne jednak wydało mi się to, że ma on bardzo słaby zapach, praktycznie niewyczuwalny i jest jasny jak na olej arganowy, który rzekomo jest nierafinowany. Może to wina kończącego się terminu ważności. Jeśli się mylę, to mnie poprawcie. Dotychczas miałam do czynienia z ciemniejszymi olejami o charakterystycznym zapachu z nutami lekko orzechowymi.  



Ciężko mi napisać recenzję tego produktu, bo stosowałam go zaledwie dwa tygodnie na włosy i dłonie. Troszkę natłuścił, troszkę nawilżył. Dobrze się sprawdził jako "klej" do podniszczonych końcówek włosów. Z plusów warto zaznaczyć ten, że butelka, w której dostajemy olej jest z ciemnego szkła, a zakrętka jest zaplombowana, co daje nam pewność, że nikt nie grzebał w oleju. Obecnie olej służy mi do mycia pędzli.

Miałyście takie nieprzyjemne sytuacje w blogowej przygodzie?

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Naturalne filtry przeciwsłoneczne.

Witajcie, 


Gdy tylko pojawia się pierwsze słońce, wiele z nas (z obserwacji wynika, że zwłaszcza mamy) zaczyna się rozglądać za filtrami. Zaczynamy zadawać sobie pytanie, jak wybrać. Chemiczny, mineralny? A może olej? Dziś będzie o tym co lubię najbardziej, czyli o olejach. 

Oleje mają masę właściwości i zastosowań o tym wie zapewne większość z Was. Ale czy wiedzieliście o tym, że mogą one chronić nas również przed poparzeniami słonecznymi? Dla mnie są doskonała alternatywą dla filtrów mineralnych, które są komedogenne. Oleje mogę dobrać do potrzeb mojej skóry, tak by nie zatykały porów, a jednocześnie odżywiały. Używamy ich familijnie od dwóch lat. Zimą masło shea, a latem przy mocnej ekspozycji słonecznej olej z pestek malin lub z kiełków pszenicy. 


Jaki poziom ochrony dają nam oleje? 


Olej z pestek malin: SPF 28-50
Olej z nasion marchwi: SPF 38-40
Olej z kiełków pszenicy: SPF 20
Olej z awokado: SPF 4-15
Oliwa z oliwek: SPF 2-8 

Olej kokosowy: SPF 2-8
Olej macadamia: SPF 6
Olej rycynowy: SPF 6
Olej arganowy: SPF 6
Masło shea: SPF 6
Olej migdałowy: SPF 5

Wybierając olej należy zwrócić uwagę na jego jakość. Kupujmy w sprawdzonych miejscach oleje nierafinowane w ciemnych szkłach. Plastiki niekorzystnie wpływają na właściwości niektórych olei. Słońce również. 


Przy okazji tego wpisu postanowiłam przypomnieć również ten, który dotyczył szkodliwości filtrów -> klik. 




Jaką ochronę przeciwsłoneczną stosujecie? 

piątek, 13 lutego 2015

Olejek hydrofilny pachnotka słonecznik. Demakijaż naturalnie.

Witajcie,

Jakiś czas temu poczyniłam małe zakupy w sklepie z półproduktami. Do koszyka wpadł między innymi gotowy zestaw do stworzenia (ach cóż za duże słowo - do zmieszania!) myjącego olejku. Ciągle szukam skutecznego, szybkiego i naturalnego sposobu na zmywanie makijażu. Czy olejek był strzałem w 10?

W skład mojego olejku wchodzi organiczny olej ze słonecznika, organiczny olej z pachnotki i emulgator. Wybrałam właśnie taką mieszankę, ponieważ oba te oleje mają niski potencjał komedogenny, zatem idealnie nadają się do cer tłustych i mieszanych (a taką niestety moja się stała).


Ponadto olej z pachnotki ma działanie przeciwzapalne, przeciwbakteryjne, ujędrnia skórę, przyspiesza gojenie i zwalcza trądzik. Wpływa także pozytywnie na ujścia gruczołów łojowych, a co za tym idzie działa przeciwzaskórnikowo.  To tylko kilka jego zalet, ale o tym innym razem.

Olej ze słonecznika zaś ma działanie normalizujące, zmiękczające i wygładzające skórę. Można go stosować bez obaw, ponieważ nie powoduje zaskórników.



Jak wygląda samo zmywanie? Na zwilżony hydrolatem oczarowym, bądź wodą wacik wylewam kilka kropel olejku, przykładam do oka i gotowe. Należy uważać, by nie nałożyć za dużo olejku, bo wchodzący w oczy nie jest niczym przyjemnym. W odpowiednich ilościach jest genialny. Zmywa nawet wodoodporny makijaż. Twarz zmywam na dwa sposoby. Albo tak jak oczy, albo pocieram wacikiem dłonie wytwarzając emulsję, którą później niczym żelem zmywam make up. 

Po zmyciu makijażu na skórze może zostać lekko tłusta warstwa (zależna od tego ile kropli oleju nałożymy na wacik). Mnie to zupełnie nie przeszkadza, dokładam porcję oleju pielęgnacyjnego i jestem gotowa do spania. 


Nie zauważyłam negatywnego wpływu kosmetyku na moją skórę, wręcz przeciwnie. Podrażnienia zostały niemalże całkowicie wyeliminowane, a zmiany trądzikowe zdecydowanie załagodzone. Chociaż początkowo podchodziłam do niego sceptynie, po nauczeniu się go uważam, że to dobra alternatywa dla mleczek do demakijażu. 

Cena to niespełna 15 zł za 100 ml. Niewiele, patrząc na to jak bardzo wydajny jest produkt. 

Gdy jakimś cudem zużyję tę buteleczkę (bardziej prawdopodobne jest to, że ją oddam komuś bliskiemu), na pewni spróbuję mieszanek innych olejków.

Na koniec warto wspomnieć, że kosmetyki tego typu powinno się przechowywać w chłodnym miejscu - u mnie goszczą w lodówce.


Ciekawa jestem w jaki sposób wykonujecie demakijaż? Lubicie naturalne metody?  

środa, 14 stycznia 2015

Olej z pestek malin

Witajcie,

W ostatnim poście chciałam przekonać Was do tego, że oleje są dobre także do cer trądzikowych i mieszanych -> klik. Dziś postanowiłam przedstawić Wam mojego faworyta jakim jest olej z pestek malin.


Olej z pestek malin zawiera bardzo dużo NNKT (ponad 80%), zwłaszcza omega 3(kwas linolenowy) i omega 6 (kwas linolowy), a bardzo mało omega 9. Jako, że omega 3 o i 6 są głównymi składnikami płaszcza lipidowego, olej ten będzie doskonałym zabezpieczeniem dla naszej skóry przed czynnikami zewnętrznymi oraz przed utratą wody.

Jak już wiecie z poprzedniej lekcji, ten olej nie jest komedogenny, więc z powodzeniem mogą go używać cery mieszane i trądzikowe. Nie zaszkodzi także cerom wrażliwym i suchym. Doskonale sprawdza się u dzieci.

Zapach trochę orzechowy, troszkę owocowy, jednak malin się w nim nie doszukacie. Da się do niego przyzwyczaić, bardzo szybko się utlenia.

Kolor intensywnie żółty, nie barwi skóry.


Do czego można go stosować? Właściwie do wszystkiego. U mnie w domu znalazł zastosowanie w pielęgnacji mojej cery, oraz jako filtr ochronny dla całej rodzinki (zawiera SPF 28-50!).

Olej z pestek malin ma silne działanie łagodzące i przeciwzapalne. Sprawdza się przy gojeniu ranek, podrażnień, wyprysków, a także poparzeń słonecznych. Ogromnym plusem tego specyfiku jest fakt, że stosowany regularnie rozjaśnia skórę, w efekcie można pozbyć się delikatnych przebarwień, których u mnie niestety było sporo po narodzinach córci.

Cena tego oleju to około 12 zł za 15 ml. Jest to jeden z droższych olejów z jakimi obecnie mam do czynienia. Cena jednak nie dziwi, gdy dowiadujemy się, że z całej ciężarówki malin można wytworzyć około 18 litrów oleju. Warto dodać, że jest on niesamowicie wydajny.

(30 sekund po roztarciu - na skórze pozostała minimalna ilość oleju. Po minucie olej całkowicie się wchłonął)

Ten produkt, należy do olei schnących. Odpowiednio zaaplikowany bardzo szybko całkowicie wchłania się w skórę, nie pozostawiając tłustej warstwy. Doskonały wybór dla tych wszystkich, których odstraszają konsystencje i filmy olejów.

Znacie? Lubicie?

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Olej dla cery mieszanej i tłustej, czy to w ogóle ma sens?


Witajcie, 

Dziś post dla wszystkich niedowiarków. Dla osób z cerą mieszaną i tłustą. Mogę śmiało założyć, że większość z Was używa kremów matujących i normalizujących  w celu stłumienia produkcji sebum. Nie potępiam takiego działania, ponieważ sama swego czasu w ten sposób próbowałam walczyć z nadmierną ilością wyprysków, niedoskonałości i tłuszczu. Chcąc jednak maksymalnie zbliżyć się do natury wgłębiłam się w temat olejów nakładanych na twarz, zmniejszając sobie tym sposobem problemy skórne. Jesteście ciekawi jak to działa? Zapraszam do lektury. 

(źródło fot: http://i.fitness.wp.pl/gfx/wpfitnes/pl/defaultaktualnosci/91/85/1/777918330.jpg)


Jaki olej wybrać dla skóry tłustej i mieszanej? 

Wybierając olej należy sprawdzić jego komedogenność (czyli najbardziej upraszczając, tendencję do zapychania porów). Dla cer tłustych i mieszanych najlepiej wybierać oleje z duża zawartością dobrych kwasów omega 3 i 6, a z jak najmniejszą ilością kwasów omega 9 (oleinowy). To najprostsza zasada, której należy się trzymać. Oleje niekomedogenne (czyli te z dużą zawartością omega 3 i 6) są często nazywane olejami schnącymi. Im mniejsza komedogenność, tym szybciej olej się wchłania. Warto zwrócić uwagę na to, by olej był nierafinowany, organiczny, jak najmniej przetworzony. 
Taki olej będzie miał najwięcej wartości odżywczych. Niestety będzie miał też swój naturalny, zazwyczaj bardzo specyficzny zapach, do którego należy przywyknąć.

Jak odpowiednio aplikować olej?

Jest kilka "szkół" nakładania olei na twarz. Jedna mówi, by aplikować olej na suchą twarz delikatnie wklepując. Nie ma w tym niczego złego, poza tym że olej aplikowany w ten sposób będzie wchłaniał się dłużej. Druga szkoła mówi o wklepywaniu oleju w wilgotną twarz - uciążliwy sposób, bo jak wiadomo olej z wodą się nie łączy. Najlepiej i najprościej jest wspomóc olej dodając do niego np. kwas hialuronowy i taką mieszankę jak krem na buzię. U mnie ten sposób sprawdza się rewelacyjnie.

Z czym jeszcze mieszać olej jeśli nie chcemy go solo?  

Olejami można z powodzeniem wzbogacać wszelkie specyfiki, które nakładamy na twarz. Począwszy od produktów do oczyszczania, przez kremy, maski, algi, błota, glinki. To dobra alternatywa dla tych wszystkich, którzy nie chcą rozstawiać się z ulubionymi produktami, a chcą sprawdzić dobroczynne działanie oleju. 

Jak często stosować olej? 

Odpowiedź jest prosta - tak często jak tego potrzebujecie. Osobiście nakładam oleje zawsze na noc, a na dzień wtedy, gdy moja skóra jest w gorszej kondycji. Dobieram mieszankę olejów dopasowaną do moich potrzeb i do warunków atmosferycznych uwzględniając indywidualne właściwości i SPF oleju. 


Kończąc podam krótką listę bezpiecznych olejów dla cery tłustej i mieszanej: 

Olej z pestek malin, czarnych porzeczek, śliwek, truskawek, dyni, z nasion bawełny, z orzech włoskiego, jojoba, z pachnotki, z wiesiołka, słonecznikowy i lniany. 


Jestem ciekawa, czy skusicie się na olej zamiast/do kremu? A może stosujecie i macie jakichś swoich faworytów? 



poniedziałek, 8 grudnia 2014

Organiczne masło shea Duafe


Witajcie, 

Zima nadciąga. Temperatury drastycznie spadają, w domkach podnosimy temperatury poprzez palenie w piecach i odkręcanie kaloryferów. Co na tym cierpi najbardziej? Nasza skóra i włosy.
 One nie lubią takich zmian. Przesuszenia, spierzchnięcia, szczypanie, napięcia, pęknięcia itd. 
Brzmi znajomo? U mnie ratunkiem jest masło shea. O jego zastosowaniach pisałam tutaj ->klik. 

Dowiedziałam się wtedy, że nie każdemu przypada do gustu konsystencja masła. 
Znalazłam rozwiązanie - organiczne masło shea z Ghany Duafe. 

Masło Duafe pochodzi ze środkowo - wschodniej Afryki. Jak wpadło w moje ręce? Skontaktowałam się z Panem Szymonem, który przywozi te cuda z Ghany i od razu się zakochałam.


W słoiku znajduje się niesamowicie puszysta masa. Właśnie konsystencja lekkiego musu, który można nabierać bez problemów sprawia, że to masło jest wyjątkowe. W przeciwieństwie do ogólnodostępnych maseł, które są twarde to nie wymaga żadnego rozcierania i ogrzewania. 
Ono jest idealnie ubite. 

Kolor delikatnie żółty przy aplikacji staje się bezbarwny i niebrudzący.


Działanie tego masełka nie różni się niczym od działania twardego masła. Doskonale nawilża, chroni przed wysuszaniem i niszczeniem skóry, włosów, paznokci. Na skórze pozostawia delikatną tłustą warstwę, a na włosach zastyga. Obecnie stosuję je głównie do pielęgnacji skóry dłoni, twarzy, jako krem pod oczy, pielęgnacji oparzeń męża oraz zabezpieczenia buzi córki przed mrozem. To kosmetyk wielofunkcyjny, familijny. W skrócie mogłabym rzec, że wszystko co suche i podrażnione można posmarować masłem. Sprawdza się nawet jako środek do pielęgnacji świeżych tatuaży. 


Zapach delikatny, naciąganie lekko orzechowy. Dla wielu osób nieprzyjemny. Dla mnie neutralny. Szybko się utlenia. 

Jak wiadomo, masło shea można stosować również w kuchni. Duafe jest wyjątkowo cierpkie, więc kuchennych eksperymentów z nim nie przeprowadzałam. 

Cena to 30 zł za 180 ml.

Duafe można zamówić także masło w pięknych, glinianych pojemniczkach, które są ręcznie wyrabiane. Moim zdaniem świetnie się prezentują i mogą z powodzeniem stać się prezentem gwiazdkowym dla kogoś bliskiego, kochającego naturę. 



Lubicie masło shea? Dacie się przekonać do puszystej wersji, czy pozostaniecie przy klasyce?

poniedziałek, 20 października 2014

Yves Rocher Reparation - olejek odbudowujący włosy


Witajcie, 

Pora zrobić małą odskocznię od lakierowego szaleństwa. Czas na włosy.
Przy okazji chęci zapoznania się z marką Yves Rocher zakupiłam olejek do włosów. Od dawna nie wyobrażam sobie życia bez olejów, a ten kusił olejami jojoba, z babassu i makadamii.
 Jak się spisał? Zapraszam dalej. 




W pięknej, miękkiej butelce z praktyczną zakrętką znajduje się 150 ml oleju. Opakowanie jest w części wykonane z materiałów z recyklingu, co zasługuje na uwagę. 

Zapach jest powalający! Delikatny, lekko olejkowy, kuszący i zmysłowy. Niestety po zmyciu z włosów produktu nie będziemy go czuć. 



Producent sugeruje, aby nakładać olej na 10 minut przed myciem. Dla mnie to marnotrawstwo dobrodziejstw natury. Olej nakładałam na noc, często hasałam w nim cały dzień, rzecz jasna tylko wtedy, gdy nie musiałam wychodzić z domu. 

Jeśli chodzi o zmywanie, problemu nie ma. Olej poddaje się przy kontakcie z szamponem - nawet tym delikatnym. 



Przy regularnym stosowaniu produktu zauważyłam poprawę kondycji włosów. Nie jakąś radykalną, bo z mojego rozjaśnionego sianka nie da się wiele wyciągnąć, ale jednak. Włosy zdecydowanie lepiej się układały, stały się bardziej odporne na czynniki zewnętrzne oraz mniej się kruszą. 

Często na brzydkie końcówki nakładam minimalną ilość olejku w celu ich ujarzmienia i odżywienia. 


Cena regularna olejku to około 27 zł. Czy to dużo? Z jednej strony tak, z drugiej nie. Jeśli komuś służy taka mieszanka to cena jest atrakcyjna, a i można polować na promocje. Produkt będzie wydajny. Jednak są osoby, u których taki skład się nie sprawdzi, a włosy będą piły, piły, piły olej, jednocześnie sprawiając, że stanie się on niewydajny. 



Warto zaznaczyć także o tym, że u osób nielubiących oleju słonecznikowego i rzepakowego (które czasem dają efekt odwrotny od zamierzonego, czyli matowią włosy) ten produkt na pewno się nie sprawdzi. 

Czy go kupię ponownie? W cenie regularnej nie. Taniej i lepiej wychodzę na wielofunkcyjnym maśle shea i oleju musztardowym. 


Znacie go, lubicie?