Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gościnnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gościnnie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Gościnny post o pielęgnacji włosów zniszczonych i walce z niedoskonałościami.


Witajcie, 

Dziś zostawiam Was z postem Martyny, która chciała się z Wami podzielić swoją przygodą włosową. Znajdziecie w nim krótkie recenzje ciekawych produktów, a także sposoby na to jak naturą podratować się po porażce fryzjera. Przyjemnego popołudnia z mam nadzieję przyjemną dla Was lekturą życzę. 




Jako, że mamy z Alicją wspólną pasję - kosmetyki zdarzy mi się podzielić z nią tym co aktualnie przetestowałam lub zapytać czy sama już tego używała. Nie prowadzę swojego bloga (brak systematyczności / czasu?) więc zrobiłam dla niej notkę na temat oleju lnianego, balsamu Babuszki Agafii i olejku z drzewa herbacianego.


Zacznę od tego ostatniego - na zdjęciu widać że napisy na buteleczce się już troszeczkę starły pomimo tego że kupiłam i używam go od około dwóch tygodni. Kosztował mnie w aptece około 8 zł i to była świetna inwestycja - z tym olejkiem miałam styczność wiele lat temu w gimnazjum, stosowałam wtedy jakiś krem punktowy, który zawierał jakąś jego ilość, aktualnie mam 100% samego olejku bez dodatków i używam go wszechstronnie.


 Kupiłam go głównie z myślą o podskórnej zmianie w okolicy ust, ale wyczytałam że można go używać na ukąszenia komarów, do prania pościeli  (olejek ma właściwości antyseptyczne), do kąpieli, do aromaterapii, do parówki na twarz. Ja oprócz stosowania miejscowego dodaje go do toniku (aktualnie z Nivei ale pod koniec miesiąca zamówię jakiś hydrolat, może oczarowy i wtedy dodam to do niego) - efekty są widoczne. Dodatkowo przy takich upałach świetnie odświeża twarz i daje uczucie chłodu - tutaj jednak mała uwaga dla wrażliwych buziek: rozcieńczajcie go przed użyciem z wodą na przykład i róbcie próby uczuleniowe - moja skóra na niektóre składniki nie reaguje pieczeniem mimo że większość użytkowników tego doświadcza, z kolei na te które nie powinna w ogóle reagować - reaguje, więc to jest loteria. 



Jak dla mnie - stosowałam go bezpośrednio na skórę i nie było żadnych zmian, należy pamiętać o nawilżaniu, ponieważ olejek ten może wysuszać.


Olej lniany kupiłam w sklepie zielarskim, kosztował mnie 17 zł,  zauważyłam że w sklepie zielarskim przechowywano go w lodówce, ponieważ był zimny, a butelka miała lekki "szronik". Tymczasem w sklepie obok stał na półce, czyli jego przechowywanie nie całkiem było odpowiednie. 
Butelka mojego oleju jest ciemna (ochrona przed światłem, tak jak witamina C, w kontakcie z światłem może utracić cenne właściwości), przechowuję go w lodówce, dostałam nawet radę od ekspedientki że skoro zamierzam go głównie stosować do olejowania włosów to część mogę zamrozić i zostawić, a odmrozić go za kilka miesięcy i używać znowu - zamierzam spróbować tez pić łyżkę dziennie tego oleju ale zapach (jakby orzechowo - jakiś? ciężko określić) nieco mnie odpycha (nie tak mocno jak kozieradka). Olej ten produkuje firma Flos, który kojarzę jako producenta różnych zielarskich rzeczy. Jest to olej tłoczony na zimno. 


Ale do rzeczy : włosy oczyściłam z stylizatorów (Mythic oil) i zostawiłam mokre, spryskałam je olejowym serum (10 ml oleju, 10 ml odżywki i 10 ml wody) i pozostawiłam na 1h-1,5h (w moim przypadku trzymanie dłużej nie przynosi innych efektów, próbowałam na całą noc). Pokładam w tym oleju duże nadzieje jako że jest niewnikający a ja aktualnie niestety mam włosy zniszczone które leczę już od początku kwietnia (nie będę się rozpisywać, w skrócie : fryzjerka spaliła mi włosy więc można się domyślić i włosów straciłam) , aktualnie zależy mi na opanowaniu puszących się włosów bo o i przyrost się nie martwię (vitapil+wcierki - polecam, u mnie 3 cm w ciągu miesiąca). Do efektów oleju wrócę za chwilę.


Czas na Balsam Babuszki Agafii - naczytałam się o produktach Agafii na blogach oraz forach internetowych. Na początku nie byłam przekonana, bo wolałam moje mieszanki z półproduktów, jednak ostatecznie postanowiłam spróbować nr.1 na cedrowym propolisie wzmacniający. 


Skład zaczyna się od "aqua with infusions of" co rozumiemy jako hydrolat , później kilka konkretnych olejów. W składzie znajdziemy Magnesium Laureth Sulfate - który jest siarczanem tak więc to co jest napisane na białej naklejce z polskim opisem nie do końca jest prawdą. Wprawdzie jest to MLS, a nie SLS jednak należy pamiętać o tym, że nadal posiadają te same właściwości. Liczę jednak na to, że pozostałe składniki choć trochę załagodzą jego działanie. Dalej w składzie znajdziemy jeszcze inne składniki powierzchniowo czynne jak np. Cocamidropropyl betaine co czyni ten balsam poniekąd szamponem. Producent zaleca trzymanie na włosach 1-2 minuty.


 Zapach kojarzy mi się z cukierkami prawoślazowymi, kolor również. Konsystencję balsamu gęstą, aczkolwiek nie trudno go zapienić.


Czas na podsumowanie: olej zmywam balsamem zostawiając go na 2 minuty na włosach. Nie miałam problemu wypłukanie produktów. Zapach balsamu pozostaje minimalnie wyczuwalny na włosach.

Pozostawiam włosy do wyschnięcia bo nie używam suszarki, a efekt jest zadowalający. Włosy się nie puszą, jednak same końce i tak potrzebują serum zabezpieczającego. Oceniam te produkty na mocną 7 na 10 możliwych punktów. Poleciłabym olej lniany włosom zniszczonym, naturalnie kręconym i wysokoporowatym. Balsam myślę, że trzeba samemu ocenić, czy nada się bardziej na odżywkę czy może na szampon.

Poniżej włosy po zabiegu. 






Jak Wam się podobał wpis Martyny? Chcecie częściej czytać gościnne opinie i porady? 



P.S. Post w całości przygotowała dla Was Martyna, zdjęcia oraz tekst są jej własnością.