Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 kwietnia 2016

Organiczny szampon i odżywka Petal Fresh


Witajcie, 

Dziś przychodzę do Was z moją opinią dotyczącą produktów organicznych merki Petal Fresh. Skusiłam się na udział w testach ze względu na moją słabość do produktów naturalnych. Kosmetyki tej marki nie zawierają szkodliwych substancji takich jak siarczany (SLS, SLES), flatany, i parabeny. Dodatkowym atutem jest to, że produkty pochodzą wyłącznie z ekologicznych upraw i posiadają certyfikat Stellar Certification Services. Jesteście ciekawi jak się sprawdziły te produkty? Zapraszam!




piątek, 29 stycznia 2016

Il Salone Milano szampon i odżywka


Witajcie, 

Przychodzę do Was z recenzję produktów marki Il Salone Milano. Są to produkty do profesjonalnej pielęgnacji włosów. Jak się sprawdziły na moich włosach i wymagającej skórze głowy? Zapraszam. 



niedziela, 22 listopada 2015

Lagenko kolagen naturalny - odżywka do włosów.

Witajcie, 

Włosy to ozdoba kobiety - tak mawia moja babcia. Chyba ma rację. Szkoda tylko, że za mądrymi słowami nie przeszły w genach ładne włosy. Moje mają tendencję do puszenia się, są suche i sztywne. W moje łapki wpadła odżywka z naturalnym kolagenem marki Lagenko. Czy dzięki niej spełniły się moje marzenia o pięknych, elastycznych i nawilżonych włosach? Sprawdźcie sami. 


poniedziałek, 27 lipca 2015

Ratunek dla wrażliwej skóry głowy - Planeta Organica fiński szampon i odżywka


Witajcie, 



Wrażliwa skóra głowy to udręka. Wiedzą o tym wszyscy jej posiadacze. Niestety należę do tego grona, a wraz z upływem czasu problem narasta. Już jako dziecko miałam ten problem. Mama nie potrafiła mi dobrać szamponu, który nie powodowałby podrażnień. Mnie osobiście też masę czasu zajęło dojście do tego, co podrażnia. Obecnie wiem, że to wszelkie detergenty (bo jak inaczej nazwać choćby SLS) wywołują u mnie świąd i pieczenie, a załagodzić mogą to jedynie oleje. Moja ulubiona fryzjerka również doskonale zna mój problem i przy jakiejkolwiek koloryzacji stosuje słabe wody utlenione - gdybym pofarbowała sobie włosy sklepowym specyfikiem, skończyłabym z bąblami niczym po poparzeniach. 

Bogatsza o powyższą wiedzę świadomie studiuję etykiety szamponów i odżywek. Świadomie postanowiłam wypróbować linię Planeta Organica do wrażliwej skóry głowy. Jeśli jesteście ciekawi, co o niej sądzę, zapraszam do lektury. 

poniedziałek, 6 lipca 2015

Aubrey Pielęgnująca maska do włosów zniszczonych z wyciągiem z niebieskich alg i masłem shea

Witajcie,

Lubię przed myciem nałożyć coś na włosy. Niekoniecznie musi to być olej. Ostatnimi czasy często sięgam po maskę Aubrey.


Gęsta, zielono szara, połyskująca, lekko żelowa maska, którą nakładam przed myciem na suche włosy i skórę głowy. Nałożenie mimo dziwacznej konsystencji nie jest problemem, bo maska ładnie chwyta się włosia, a po chwili zastyga. 


Zapach jest jednym z tych ciężkostrawnych. Producent sugeruje, by z maską wysiedzieć co najmniej 15 minut, przyznam że jest to wyczyn. Często nakładam równorzędnie maskę na buzię, by stłumić troszkę agresywny zapach z głowy. Zdarza mi się nakładać maskę z olejem, bądź jakimś olejkiem eterycznym. 

Po nieprzyjemnych 15-20 minutach mocno moczę włosy, a następnie myję je delikatnym, aczkolwiek aromatycznym szamponem (często z olejkiem eterycznym). Robię tak, ponieważ nieprzyjemny zapach maski często zostaje na włosach i utrzymuje się jeszcze kilka godzin. Samo zmycie zaschniętej maski z włosów nie jest problemem, ponieważ rozpuszcza się ona pod strumieniem wody.

Problematyczne także w masce było otwarcie. Produkt jest zabezpieczony bardzo dobrze wieczkiem, tak dobrze, że zerwanie go było dla mnie niemalże niewykonalne (co zresztą widać na zdjęciach).



Włosy po użyciu maski wydają się być niesamowicie odżywione, lśniące (mam puszące się suche włoski, więc zaskoczenie po pierwszym użyciu było ogromne), ujarzmione i zdecydowanie bardziej elastyczne. Maska wpływa również korzystnie na skórę głowy. Moja często ulega przesuszeniom i podrażnieniom, które maska Aubrey doskonale koi.


Ogromne znaczenie ma dla mnie także fakt, że jest to produkt wegański, a przy jego powstawaniu nie ucierpiało żadne zwierzę. Maska nie zawiera także sztucznych aromatów, parabenów, glikolu, sztucznych barwników, silikonu, Phenoxyethanolu, PEGów i SLSów, składników GMO.

Cena maski zapewne dla części z Was będzie zaporowa. Na stronie BioBeauty zapłacimy za nią blisko 85 zł. Pojemność 118 ml, więc maleństwo. Na swoją obronę maska ma zdecydowanie działanie, a także to, że nie trzeba jej stosować przed każdym myciem. Produkt ten jest bardzo odżywczy, a sam producent zaleca stosowanie raz na tydzień, raz na dwa tygodnie. Wydajność produktu jest średnia. 


Znacie ten produkt? Może inny marki Aubrey został Waszym sprzymierzeńcem? 

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Gościnny post o pielęgnacji włosów zniszczonych i walce z niedoskonałościami.


Witajcie, 

Dziś zostawiam Was z postem Martyny, która chciała się z Wami podzielić swoją przygodą włosową. Znajdziecie w nim krótkie recenzje ciekawych produktów, a także sposoby na to jak naturą podratować się po porażce fryzjera. Przyjemnego popołudnia z mam nadzieję przyjemną dla Was lekturą życzę. 




Jako, że mamy z Alicją wspólną pasję - kosmetyki zdarzy mi się podzielić z nią tym co aktualnie przetestowałam lub zapytać czy sama już tego używała. Nie prowadzę swojego bloga (brak systematyczności / czasu?) więc zrobiłam dla niej notkę na temat oleju lnianego, balsamu Babuszki Agafii i olejku z drzewa herbacianego.


Zacznę od tego ostatniego - na zdjęciu widać że napisy na buteleczce się już troszeczkę starły pomimo tego że kupiłam i używam go od około dwóch tygodni. Kosztował mnie w aptece około 8 zł i to była świetna inwestycja - z tym olejkiem miałam styczność wiele lat temu w gimnazjum, stosowałam wtedy jakiś krem punktowy, który zawierał jakąś jego ilość, aktualnie mam 100% samego olejku bez dodatków i używam go wszechstronnie.


 Kupiłam go głównie z myślą o podskórnej zmianie w okolicy ust, ale wyczytałam że można go używać na ukąszenia komarów, do prania pościeli  (olejek ma właściwości antyseptyczne), do kąpieli, do aromaterapii, do parówki na twarz. Ja oprócz stosowania miejscowego dodaje go do toniku (aktualnie z Nivei ale pod koniec miesiąca zamówię jakiś hydrolat, może oczarowy i wtedy dodam to do niego) - efekty są widoczne. Dodatkowo przy takich upałach świetnie odświeża twarz i daje uczucie chłodu - tutaj jednak mała uwaga dla wrażliwych buziek: rozcieńczajcie go przed użyciem z wodą na przykład i róbcie próby uczuleniowe - moja skóra na niektóre składniki nie reaguje pieczeniem mimo że większość użytkowników tego doświadcza, z kolei na te które nie powinna w ogóle reagować - reaguje, więc to jest loteria. 



Jak dla mnie - stosowałam go bezpośrednio na skórę i nie było żadnych zmian, należy pamiętać o nawilżaniu, ponieważ olejek ten może wysuszać.


Olej lniany kupiłam w sklepie zielarskim, kosztował mnie 17 zł,  zauważyłam że w sklepie zielarskim przechowywano go w lodówce, ponieważ był zimny, a butelka miała lekki "szronik". Tymczasem w sklepie obok stał na półce, czyli jego przechowywanie nie całkiem było odpowiednie. 
Butelka mojego oleju jest ciemna (ochrona przed światłem, tak jak witamina C, w kontakcie z światłem może utracić cenne właściwości), przechowuję go w lodówce, dostałam nawet radę od ekspedientki że skoro zamierzam go głównie stosować do olejowania włosów to część mogę zamrozić i zostawić, a odmrozić go za kilka miesięcy i używać znowu - zamierzam spróbować tez pić łyżkę dziennie tego oleju ale zapach (jakby orzechowo - jakiś? ciężko określić) nieco mnie odpycha (nie tak mocno jak kozieradka). Olej ten produkuje firma Flos, który kojarzę jako producenta różnych zielarskich rzeczy. Jest to olej tłoczony na zimno. 


Ale do rzeczy : włosy oczyściłam z stylizatorów (Mythic oil) i zostawiłam mokre, spryskałam je olejowym serum (10 ml oleju, 10 ml odżywki i 10 ml wody) i pozostawiłam na 1h-1,5h (w moim przypadku trzymanie dłużej nie przynosi innych efektów, próbowałam na całą noc). Pokładam w tym oleju duże nadzieje jako że jest niewnikający a ja aktualnie niestety mam włosy zniszczone które leczę już od początku kwietnia (nie będę się rozpisywać, w skrócie : fryzjerka spaliła mi włosy więc można się domyślić i włosów straciłam) , aktualnie zależy mi na opanowaniu puszących się włosów bo o i przyrost się nie martwię (vitapil+wcierki - polecam, u mnie 3 cm w ciągu miesiąca). Do efektów oleju wrócę za chwilę.


Czas na Balsam Babuszki Agafii - naczytałam się o produktach Agafii na blogach oraz forach internetowych. Na początku nie byłam przekonana, bo wolałam moje mieszanki z półproduktów, jednak ostatecznie postanowiłam spróbować nr.1 na cedrowym propolisie wzmacniający. 


Skład zaczyna się od "aqua with infusions of" co rozumiemy jako hydrolat , później kilka konkretnych olejów. W składzie znajdziemy Magnesium Laureth Sulfate - który jest siarczanem tak więc to co jest napisane na białej naklejce z polskim opisem nie do końca jest prawdą. Wprawdzie jest to MLS, a nie SLS jednak należy pamiętać o tym, że nadal posiadają te same właściwości. Liczę jednak na to, że pozostałe składniki choć trochę załagodzą jego działanie. Dalej w składzie znajdziemy jeszcze inne składniki powierzchniowo czynne jak np. Cocamidropropyl betaine co czyni ten balsam poniekąd szamponem. Producent zaleca trzymanie na włosach 1-2 minuty.


 Zapach kojarzy mi się z cukierkami prawoślazowymi, kolor również. Konsystencję balsamu gęstą, aczkolwiek nie trudno go zapienić.


Czas na podsumowanie: olej zmywam balsamem zostawiając go na 2 minuty na włosach. Nie miałam problemu wypłukanie produktów. Zapach balsamu pozostaje minimalnie wyczuwalny na włosach.

Pozostawiam włosy do wyschnięcia bo nie używam suszarki, a efekt jest zadowalający. Włosy się nie puszą, jednak same końce i tak potrzebują serum zabezpieczającego. Oceniam te produkty na mocną 7 na 10 możliwych punktów. Poleciłabym olej lniany włosom zniszczonym, naturalnie kręconym i wysokoporowatym. Balsam myślę, że trzeba samemu ocenić, czy nada się bardziej na odżywkę czy może na szampon.

Poniżej włosy po zabiegu. 






Jak Wam się podobał wpis Martyny? Chcecie częściej czytać gościnne opinie i porady? 



P.S. Post w całości przygotowała dla Was Martyna, zdjęcia oraz tekst są jej własnością. 


poniedziałek, 18 maja 2015

Miód w kosmetyce.

Witajcie,

Miód to często niedoceniany dar natury. Ma szerokie zastosowanie zarówno w gastronomii, medycynie jak i w kosmetyce. Dziś postanowiłam skupić się na tym ostatnim, bliższym tematyce bloga zastosowaniu.

Miód nadaje się do każdego rodzaju skóry i włosów. W miodach znajduje się wiele witamin: A. B. C, D, E, aminokwasów, enzymów, soli mineralnych, czy też kwasów organicznych. To dzięki takiemu bogatemu składowi miody mają masę właściwości. Działa on między innymi:
- nawilżająco,
- kojąco,
- energizująco,
- przeciwbakteryjnie,
- przeciwzapalnie,
- przyspiesza gojenie,
- przeciwzmarszczkowo,
- zmiękczająco,
- ujędrniająco,
- wygładzająco.

Korzystając z dobrodziejstw miodu podczas pielęgnacji, można mieszać go ze składnikami, których nam potrzeba, bądź można działać solo. Osobiście lubię dodawać go do domowych maseczek, czy peelingów. 


Najprostszym peelingiem do twarzy jest zmieszanie z łyżeczką miodu połowy łyżeczki soku z cytryny oraz "zdzieraka" (może to być cukier, płatki owsiane, zmielone migdały, czy kawa). Taka mieszanka nałożona na skórę bardzo dobrze usuwa obumarły naskórek, działa rozjaśniająco i regeneracyjnie. 


W podobny sposób można wykonać peeling do ust, czy skóry głowy (w tym wypadku polecam zmieszanie miodu z cukrem - działa łagodząco i nawilżająco na skórę głowy oraz nie powoduje problemów z wypłukaniem mieszanki). 

Maski z miodem to temat rzeka. Moimi ulubionymi są te nawilżające, dodaję do nich oleje, bądź nabiał (np. maślankę). Miód plus nabiał likwidują uczucie ściągnięcia, dając ukojenie i nawilżenie skórze zmęczonej i suchej. 


Połączenie miodu z mąką ziemniaczaną i ulubionym hydrolatem jest dobrym rozwiązaniem dla cer tłustych i mieszanych, Miód oczyszcza skórę, a mąka zbiera nadmiar sebum i łagodzi podrażnienia. W efekcie po zmyciu maski możemy cieszyć się matową, czystą cerą. 


O oleju nakładanym na włosy słyszał już każdy, ale czy próbowałyście wzbogacić właściwości ulubionego preparatu o miód? Serdecznie polecam. 

Ostatnimi czasy zaopatrzyłam się w miód pochodzący z polskiej pasieki nad którą pieczę trzyma firma Gal. Jestem bardzo zadowolona z ich produktu, ponieważ spełnia wszystkie powyższe zadania. 

Wybierając miód należy pamiętać o tym, by był on dobrej jakości. Jak kupić miód by nie żałować? Warto kierować się pewnymi zasadami. Najlepiej byłoby mieć pasiekę pod nosem i kupić od sąsiada prosto od pszczółki. Niestety nie każdy, a właściwie mało kto ma taką możliwość. Dobry miód to taki, który gęstnieje. Sztuczne miody, zwłaszcza te z krajów spoza Unii Europejskiej lepiej omijać (wyjątkiem są miody Manuka) zazwyczaj nie wiadomo co się w nich kryje i nie wiadomo dlaczego rok po otwarciu nadal są lejące... Nie polecam kupowania miodów w marketach. To nie oszczędzanie, a wyrzucanie pieniędzy na produkt miodopodoby,  



Czy stosujecie miód w swojej pielęgnacji? Macie jakieś swoje ulubione przepisy na kosmetyki miodowe? 



wtorek, 17 marca 2015

Szampon - balsam do włosów Biała Bania Agafii


Witajcie, 

Moi stali czytelnicy zapewne wiedzą, że zakochana jestem w produktach Bani Agafii. Ba, od ponad pół roku używam tylko i wyłącznie szamponów aktywatorów wzrostu. Kondycja moich włosów i skóry głowy polepszyła się. Z braku laku zdarzyło mi się w tym okresie użyć innego produktu z drogeryjnej półki i zawsze kończyło się to tragedią. Będąc w zaprzyjaźnionej Zielonej Mydlarni właścicielka poleciła mi do mojej "styranej" głowy szampon-balsam biała Bania Agafii. Długo się nie zastanawiałam, wzięłam. Jak się spisuje? Czy zastąpi moje aktywatory? Zapraszam dalej. 


W ładnej, przypominającej apteczną butelkę znajduje się 350 ml szamponu o zapachu kojarzącym się z małymi dziećmi, kąpanych w nutce delikatnych ziół. Bardzo przyjemny. 

Konsystencja troszkę lejąca się. Nie jest to glut, czy żel. Jeśli ktoś miał do czynienia z wspomnianymi wyżej aktywarotami - to ten szampon jest od nich rzadszy. 




W składzie znajdziemy wiele dobroci, między innymi:


Jagody borówki brusznicy i owoce kaliny czerwonej – intensywne działanie nawilżające, dzięki witaminom C i E
Owoce wierzbówki kiprzycy – działają odżywczo i wzmacniająco na włosy, dzięki wysokiej zawartości witaminy C, prowitaminy A, protein, kwasów organicznych i mikroelementów.
Kwiaty nagietka – działają normalizująco na gruczoły łojowe skóry głowy.
Liście pięciornika krzewiastego – pozytywnie wpływają na elastyczność włosów, dzięki zawartości flawonoidów, saponiny i garbnika.
Syberyjskie piżmo – długotrwale oczyszcza włosy.
Organiczny olej rokitnika bajkalskiego – działanie stymulujące wzrost włosów, dzięki zawartości witamin.
Olej szarłatu (amarantu) – działanie odżywcze i dotleniające, dzięki zawartości skwalenu, witaminy E oraz witamin z grupy B.
Kwiaty łąkowego geranium – działają wzmacniająco na korzenie włosów.



Jak szampon zachowuje się podczas mycia? Pieni się doskonale, wystarczy niewielka ilość, by pokryć całe włosy delikatną pianką. Sprawdza się przy zmywaniu olei i maseł. Niestety może plątać włosy, dlatego myję je bardzo delikatnie. Po umyciu zawsze nakładam odżywkę, by dociążyć moje z natury puszące się włoski. Gdy tego nie zrobię, tragedii nie ma, ale szału również nie. Moja wrażliwa skóra głowy bardzo polubiła się z biała Banią. Nie łuszczy się, nie swędzi po myciu (co ma miejsce, gdy używam większości drogeryjnych produktów). Myję włosięta co 3-4 dni.

Efekty jakie osiągam dzięki szamponowi są zadowalające. Skóra głowy jest uspokojona, włosy nawilżone, błyszczące i delikatne w dotyku.


Cena szamponu to około 10 zł. 

Znacie ten produkt? Lubicie? 

środa, 14 stycznia 2015

Olej z pestek malin

Witajcie,

W ostatnim poście chciałam przekonać Was do tego, że oleje są dobre także do cer trądzikowych i mieszanych -> klik. Dziś postanowiłam przedstawić Wam mojego faworyta jakim jest olej z pestek malin.


Olej z pestek malin zawiera bardzo dużo NNKT (ponad 80%), zwłaszcza omega 3(kwas linolenowy) i omega 6 (kwas linolowy), a bardzo mało omega 9. Jako, że omega 3 o i 6 są głównymi składnikami płaszcza lipidowego, olej ten będzie doskonałym zabezpieczeniem dla naszej skóry przed czynnikami zewnętrznymi oraz przed utratą wody.

Jak już wiecie z poprzedniej lekcji, ten olej nie jest komedogenny, więc z powodzeniem mogą go używać cery mieszane i trądzikowe. Nie zaszkodzi także cerom wrażliwym i suchym. Doskonale sprawdza się u dzieci.

Zapach trochę orzechowy, troszkę owocowy, jednak malin się w nim nie doszukacie. Da się do niego przyzwyczaić, bardzo szybko się utlenia.

Kolor intensywnie żółty, nie barwi skóry.


Do czego można go stosować? Właściwie do wszystkiego. U mnie w domu znalazł zastosowanie w pielęgnacji mojej cery, oraz jako filtr ochronny dla całej rodzinki (zawiera SPF 28-50!).

Olej z pestek malin ma silne działanie łagodzące i przeciwzapalne. Sprawdza się przy gojeniu ranek, podrażnień, wyprysków, a także poparzeń słonecznych. Ogromnym plusem tego specyfiku jest fakt, że stosowany regularnie rozjaśnia skórę, w efekcie można pozbyć się delikatnych przebarwień, których u mnie niestety było sporo po narodzinach córci.

Cena tego oleju to około 12 zł za 15 ml. Jest to jeden z droższych olejów z jakimi obecnie mam do czynienia. Cena jednak nie dziwi, gdy dowiadujemy się, że z całej ciężarówki malin można wytworzyć około 18 litrów oleju. Warto dodać, że jest on niesamowicie wydajny.

(30 sekund po roztarciu - na skórze pozostała minimalna ilość oleju. Po minucie olej całkowicie się wchłonął)

Ten produkt, należy do olei schnących. Odpowiednio zaaplikowany bardzo szybko całkowicie wchłania się w skórę, nie pozostawiając tłustej warstwy. Doskonały wybór dla tych wszystkich, których odstraszają konsystencje i filmy olejów.

Znacie? Lubicie?

środa, 19 listopada 2014

Natura Siberica - Odżywka rokitnikowa dla osłabionych i zniszczonych włosów z efektem laminowania.


Witajcie, 


Czy efekt laminowania można osiągnąć bez wykonywania zabiegu z siemienia lnianego, bądź żelatyny (brrr fuj!)? Byłam tego bardzo ciekawa, zapewne tak ciekawa jak część z Was. 
Dlatego postanowiłam skusić się na odżywkę Natura Siberica. Moje włosy są puszące się, suche, łatwo niszczące się, generalnie nie fajne. Żeby wyglądały lepiej i czuły się lepiej stosuję stale olej musztardowy i saszetki aktywatory Bani Agafii


Zacznijmy od konsystencji. Odżywka jest dość gęsta, nie spływa z rąk, czy włosów. Łatwo się rozprowadza i jest bardzo wydajna. Włosy podczas aplikacji stają się niesamowicie śliskie. 
Produkt trzymam na głowie minimum 3 minuty. 


Zapach w butelce jest przyjemny. Trudny do opisania. To coś jakby zioła z owocami. Na włosach zapach staje się nachalny i nieprzyjemny. Zaś na suchych włosach zapach staje się niewyczuwalny.

Dziwne jest to, że rokitnikowa odżywka sprawia wrażenie produktu nie do wypłukania. Gdy lejemy włosy wodą, pod palcami ciągle czuć śliskość. Niestety, kiedy moje włosy wyschną, nie są już tak cudownie gładkie. Są ujarzmione, dociążone, zyskują na objętości, pierwszego dnia po aplikacji są sypkie. Co się dzieje drugiego dnia? Końce włosów mocno się plączą, a wieczorem włosy są koniecznie do mycia. Gdzie ten efekt laminowania? Nie wiem. Może gdybym używała tej odżywki każdego dnia efekt byłby bardziej widoczny. 


W składzie znajdziemy: 


Przykro mi, że ta odżywka się u mnie nie do końca sprawdziła. Spodziewałam się efektu wow, otrzymałam efekt przeciętnej odżywki.

Kosztowała 25 zł, zużyję ją do końca, ale więcej nie kupię. 



Komuś z Was służyła ta odżywka? Osiągnęliście lepsze efekty?

poniedziałek, 10 listopada 2014

Olej musztardowy Dabur


Witajcie, 


Lubicie musztardę? Dotychczas miałam do niej neutralny stosunek, obecnie jest moją przyjaciółką, a właściwie przyjacielem, bo mówimy o oleju musztardowym, a nie przysmaku stojącym w lodówce. 


Pewnego dnia, przy okazji wizyty w Zielonej Mydlarni właścicielka Klaudia zwróciła moją uwagę na olej musztardowy. W plastikowej butelce wyglądającej jak po wodzie mineralnej znajduje się niesamowicie brzydko pachnący olej. Właściwie to śmierdzący ostrą musztardą. 
Buteleczka o pojemności 250 ml kosztowała mnie zaledwie 17 zł. 


Ogromnym minusem poza zapachem jest fakt, że olej brudzi. Dla tych wszystkich, którzy chcieli nałożyć olej i pójść spać, by nie czuć zapachu... opcja odpada, chyba że chcecie prać pościel po każdej aplikacji specyfiku. Uważać należy także na wszelkie białe, chropowate powierzchnie w domu (ściany, fugi itp.), ponieważ mogą zmienić kolor na śliczną żółć. 

Producent poleca aplikację na ciało i włosy. Kupiłam go z myślą o tym drugim, jednak nie byłabym sobą, gdybym opcji ciało nie sprawdziła. 


Ciało:
Przed randką nie polecam, chyba że Was luby jest wielbicielem dań na bazie musztardy. Olej wchłania się bardzo dobrze w skórę, przynosząc ulgę i niesamowite nawilżenie. Nie brudzi, gdy już wyschnie. Przed upewnieniem się, że już jest całkowicie wsiąknięty nie radzę się ubierać. Podejrzewam, że przy regularnym stosowaniu na skórę, nawet największe sucharki poczułyby zmianę na lepsze. Warto zaznaczyć także, że olej działa rozgrzewająco. Ja jednak spasowałam. Wymiękam. 

Włosy:
Totalny kosmos! Ten olej to czarodziej. Na swoje włosy nakładam łyżkę oleju. To w zupełności wystarczy, by pokryć wszystkie włosy i zrobić masaż skóry głowy. Stosuję go przed każdym myciem, hasając w nim nie mniej niż 30 minut.  Nie ma problemów ze zmyciem. To dobry produkt dla osób, które zaczynają przygodę z olejami, ponieważ widać, czy włosy są już czyste (cała żółć schodzi w kontakcie z delikatnymi szamponami).  Olej musztardowy ma również właściwości pobudzające, regenerujące i nawilżające. Zdecydowanie wzmacnia włosy, nawet rozjaśnione jak moje. Stymulując skórę głowy przyczynił się także do hodowli Baby Hair'ów i przyspieszył wzrost. 

Wbrew pozorom olej jest bardzo delikatny. Nie podrażnia delikatnej skóry ciała i głowy. Serdecznie polecam ten olej wszystkim, którzy pragną nawilżenia, zwiększenia wzrostu włosów i przyspieszenia regeneracji skóry. 


Mój faworyt wśród olejów do włosów. 

Znacie ten olej? Myślicie, że polubilibyście jego działanie? 


P.S. Przypominam o rozdaniu na FB! 

niedziela, 2 listopada 2014

Bania Agafii - Szampon i balsam aktywator wzrostu włosów.

Witajcie,

Jakiś czas temu postanowiłam zacząć hodowlę Baby Hairów. Kudełki same z siebie rosną bardzo powoli, spowodowane to jest zapewne osłabieniem cebulek i skóry głowy poprzez częste i intensywne rozjaśnianie (którego nie żałuję!). Postanowiłam wspomóc się produktami saszetkowymi lubianej przeze mnie Bani Agafii.


Szampon ma niesamowicie kremową i delikatną konsystencję. Wystarczy odrobina, by umyć włosy, co sprawia że produkt jest niesamowicie wydajny. Oczyszcza delikatnie, ale skutecznie. Nie ma problemów przy zmywaniu olejków.

Zapach jest przyjemnie ziołowo - leśny. Nie utrzymuje się jednak na włosach.
W składzie znajdziemy takie cuda jak:

Wyciąg z igieł syberyjskiej sosny karłowej -  bogaty w aminokwasy i witaminę C, przywraca witalność i gęstość włosów.
Organiczny ekstrakt mydlnicy lekarskiej - delikatnie oczyszcza
Pięciornik niski -  przywraca włosom miękkość, ułatwia układanie i rozczesywanie
Korzeń łopianu  - zawiera proteiny, witaminy A, B, E i P, wzmacnia korzenie włosów.
Olej eleuterokoka  kolczastego - wzmacnia odżywienie cebulek włosowych
Organiczny ekstrakt dziurawca -  zapobiega łamliwości włosów.
Olej z ałtajskiego rokitnika -  jest bogatym źródłem witamin, intensywnie odżywia skórę głowy.

Skład INCI:  Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Pinus Pumila Extract (syberyjska sosna karłowa), Coco-Glucoside (and) Glyceryl Oleate, Sorbitane Caprylate, Potentilla Supina Extract (pięciornik niski), Arctium Lappa Root Extract (korzeń łopianu), Organic Saponaria Officinalis Root Extract (organiczny ekstrakt mydlnicy lekarskiej), Hippophae Rhamnoides Fruit Oil (olej z rokitnika ałtajskiego), Organic Hypericum Perforatum Extract (organiczny olej z dziurawca), Acanthopanax Senticosus (Eleuthero) Root Oil (olej dzikiego pieprzu), Parfum, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Benzyl Alcohol, Citric Acid, Caramel.


Moje włosy po zastosowaniu szamponu są przede wszystkim ujarzmione. Zauważyłam, że przy regularnym stosowaniu stały się bardziej nawilżone i mniej łamliwe. Koniecznie muszę zaznaczyć, że po stosowaniu tego produktu moja skóra głowy pozytywnie oszalała. Domaga się mycia dopiero po uwaga, uwaga 5 dniach!! 5 dni bez swędzącego skalpu, bez łoju na włosach, a zarazem bez przesuszenia! Widać mieszanka olejów i ziółek mi służy!


Wraz z szamponem stosuję balsam aktywator.



Jego kremowa konsystencja pomaga w równomiernej aplikacji. Trzymam go na głowie zazwyczaj dłużej niż zaleca producent (u mnie to minimum 20 minut), w między czasie masując skórę. 


Spłukuję się bez problemowo pozostawiając włosy gładkie, sypkie, miękkie i uwaga - błyszczące! To jedyny produkt do włosów, który odkąd rozjaśniłam całość nadaje mi blasku. 



W składzie znajdziemy takie cuda jak w szamponie. 





Zastanawiacie się zapewne, czy duet sprostał głównemu zadaniu, czyli pomocy we wzroście włosia. Śmiało stwierdzam - tak! Na mojej głowie w przeciągu miesiąca pojawiła się ogromna ilość Baby Hair'ów. Wkładając dłonie we włosy czuję pod palcami niezliczone ilości sterczących kikutków! Na mojej głowie rodzi się co raz więcej maluszków, a ja nie mam zamiaru przestawać korzystać z uroków tego duetu. 


Na rynku dostępne są różne produkty stymulujące, jednak ich ceny i działanie nie zachęcają. Tutaj mamy do czynienia z szamponem za 5 zł (100 ml) i balsamem o tej samej pojemności w cenie 6 zł. Śmiesznie niska cena za genialnie działające produkty. Nie mam im nic do zarzucenia, za to zawdzięczam im wiele. 

Gorąco polecam! 

Znacie ten duet? 

poniedziałek, 20 października 2014

Yves Rocher Reparation - olejek odbudowujący włosy


Witajcie, 

Pora zrobić małą odskocznię od lakierowego szaleństwa. Czas na włosy.
Przy okazji chęci zapoznania się z marką Yves Rocher zakupiłam olejek do włosów. Od dawna nie wyobrażam sobie życia bez olejów, a ten kusił olejami jojoba, z babassu i makadamii.
 Jak się spisał? Zapraszam dalej. 




W pięknej, miękkiej butelce z praktyczną zakrętką znajduje się 150 ml oleju. Opakowanie jest w części wykonane z materiałów z recyklingu, co zasługuje na uwagę. 

Zapach jest powalający! Delikatny, lekko olejkowy, kuszący i zmysłowy. Niestety po zmyciu z włosów produktu nie będziemy go czuć. 



Producent sugeruje, aby nakładać olej na 10 minut przed myciem. Dla mnie to marnotrawstwo dobrodziejstw natury. Olej nakładałam na noc, często hasałam w nim cały dzień, rzecz jasna tylko wtedy, gdy nie musiałam wychodzić z domu. 

Jeśli chodzi o zmywanie, problemu nie ma. Olej poddaje się przy kontakcie z szamponem - nawet tym delikatnym. 



Przy regularnym stosowaniu produktu zauważyłam poprawę kondycji włosów. Nie jakąś radykalną, bo z mojego rozjaśnionego sianka nie da się wiele wyciągnąć, ale jednak. Włosy zdecydowanie lepiej się układały, stały się bardziej odporne na czynniki zewnętrzne oraz mniej się kruszą. 

Często na brzydkie końcówki nakładam minimalną ilość olejku w celu ich ujarzmienia i odżywienia. 


Cena regularna olejku to około 27 zł. Czy to dużo? Z jednej strony tak, z drugiej nie. Jeśli komuś służy taka mieszanka to cena jest atrakcyjna, a i można polować na promocje. Produkt będzie wydajny. Jednak są osoby, u których taki skład się nie sprawdzi, a włosy będą piły, piły, piły olej, jednocześnie sprawiając, że stanie się on niewydajny. 



Warto zaznaczyć także o tym, że u osób nielubiących oleju słonecznikowego i rzepakowego (które czasem dają efekt odwrotny od zamierzonego, czyli matowią włosy) ten produkt na pewno się nie sprawdzi. 

Czy go kupię ponownie? W cenie regularnej nie. Taniej i lepiej wychodzę na wielofunkcyjnym maśle shea i oleju musztardowym. 


Znacie go, lubicie?

wtorek, 2 września 2014

Laboratorium Pilomax odżywka Wax Express


Witajcie, 

O sympatii jaką darzę Laboratorium Pilomax wspominałam nie raz. Dziś jednak będzie post szczególny, post o odżywce bez której nie wyobrażam sobie pielęgnacji swoich włosów. Sprawdzała się u mnie jeszcze za czasów blond, sprawdza się nadal. Mowa o Wax Expres do włosów zniszczonych, normalnych i grubych. 




Odżywka pachnie przepięknie. Zapach dość długo utrzymuje się na włosach, co w tym wypadku w ogóle mi nie przeszkadza. 

Z klasycznej tuby odżywka wydostaje się bez większych problemów. Gdy opakowanie postawione jest na zakrętce, produkt spływa po ściankach. Opróżnienie maksymalne gwarantowane nawet przy resztkach. 


Wax Expres w wersji czerwonej przeznaczona jest do włosów sztywnych, zniszczonych, grubych. Dokładnie takich posiadaczką jestem. Moje włosy wpijają Wax, dlatego wydajność spada, jednak mogę to wybaczyć. Dlaczego?




Producent obiecuje nam, że włosy będą gładkie i pełne blasku. Moje sztywne, sterczące siano po zastosowaniu produktu jest niesamowicie gładkie, ujarzmione, przesypujące się i przyjemne w dotyku. O blask u mnie ciężko, ponieważ rozjaśnianie zrobiło swoje, jednak mimo to jestem zauroczona działaniem produktu. 


Działać ma co, ponieważ w składzie znajduje się masa dobroci takich jak: keratyna, pantenol, skrzyp polny, gliceryna.


Cena to około 20 zł za 200 ml.

Odżywka dostaje miano mojego ulubieńca. Jestem pewna, że zostanie u mnie na długo. 

Na koniec dodam, że włosy myję co dwa dni. Nie ma mowy o przetłuszczaniu się, czy obciążaniu pod wpływem odżywki, którą nakładam zawsze jako "drugie O" (stosuję OMO) i trzymam na włosach od 3 do nawet 20 minut. 

Macie swoje ulubione odżywki?