Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peeling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peeling. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 listopada 2015

Luxury Paris luksusowy kriotermalny peeling drenujący.

Witajcie, 


Jakiś czas temu postanowiłam przetestować nowości marki Luxury Paris. Na pierwszy ogień poszedł luksusowy kriotermalny peeling drenujący do ciała. Jeśli jesteście ciekawi, co o nim sądzę zapraszam dalej. 



sobota, 19 września 2015

Planeta Organica - żelowy peeling do twarzy.

Cześć,

Ostatnio naszło mnie na to, by nakupować nieznanych mi kosmetyków i posprawdzać co w nich siedzi i jak wyjdzie im walka z moimi problemami (głównie włosowymi i twarzowymi). Do koszyka dorzuciłam dość przypadkowo żelowy peeling do twarzy z Planeta Organica, który zdaniem producenta nadaje się do wszystkich cer. Jak się spisał?

czwartek, 25 czerwca 2015

Arbuzowy peeling The Secret Soap Store


Witajcie, 

Owocowe, lekkie, orzeźwiające kosmetyki uwielbiam stosować latem. Choć obecnie lata za oknem nie widać, używam właśnie takich produktów (może w ten sposób przywołam odrobinę ciepełka). Nie tak dawno temu pisałam Wam o mydełku arbuzowym, dziś przyszedł czas na jego kolegę - peeling. 



Producent mówi o nim tak: "Gruboziarnisty peeling cukrowo-solny, na bazie olejków: avocado, macadamia, arganowego, jojoba, oliwy z oliwek z dodatkiem nasion czarnuszki i ekstraktu z arbuza. Zawiera nowoczesny kompleks nawilżający. Polecany do zabiegów odżywczych, regeneracyjnych i nawilżających. Doskonały do pielęgnacji skóry odwodnionej, bardzo suchej, pozbawionej blasku i witalności."


Produkt zamknięty jest plastikowym słoiczku, dokładnie widać wielkość drobinek peelingujących oraz kuszący intensywny kolor. Pod nakrętką znajduje się fiola zabezpieczająca. 


Zapach w pudełeczku jest bardzo przyjemny, lecz historia tutaj jest taka sama jak przy mydełku - podczas kontaktu z wodą aromat staje się niemalże niewyczuwalny, a szkoda! 



Konsystencja peelingu w porównaniu z innymi produktami tego typu jest bardzo mokra, papkowata. Ma to swoje plusy i minusy. Do tych pierwszych na pewno zaliczyłabym fakt, że dzięki specyficznej konsystencji produkt dobrze trzyma się ciała, nie wykrusza się i nie przelatuje przez palce. Dodatkowo jest bardzo delikatny, nie drapie. Minusem natomiast jest to, że mokry peeling szybko się rozpuszcza, przez co traci na wydajności. 



Niestety zdarzyło mi się, że peeling podrażniał mi popękane skórki przy palcach podczas aplikacji. Na ciele nie wywoływał przykrości. Wręcz przeciwnie. 

Skóra po użyciu jest wygładzona, bardzo delikatnie natłuszczona (nawet przeciwniczkom filmów nie powinno to przeszkadzać), nie wymaga użycia balsamów, czy maseł. 




Nie mam pojęcia ile kosztuje ten produkt, nie mogłam nigdzie znaleźć informacji. 

Macie, znacie, lubicie? 



poniedziałek, 15 czerwca 2015

O co tyle krzyku, czyli oczyszczająca pasta liście manuka z Ziaji.

Witajcie, 

Seria oczyszczająca Ziaji z liścmi manuka jest znana chyba każdemu. Może nie osobiście, ale na pewno gdzieś obiła się Wam o oczy, czy też uszy jak kto woli. Blogując wpadałam co chwila na nowe wpisy dotyczące tych produktów. Opinie były różne, zazwyczaj bardzo pochlebne. 
Po wielu wewnętrznych dylematach wrzuciłam do koszyka pastę z tej serii. Nałożyłam na twarz i co? 


Konsystencja pasty do złudzenia przypomina mi pastę BHP napchaną ostrymi zdzierakami. Trzeba się z nią obchodzić bardzo, ale to bardzo delikatnie, by nie doprowadzić do mikrouszkodzeń skóry. 


Zapach jest odświeżający, dość delikatny. Ciężko mi go jednoznacznie określić. 

Było wow, wielkie wow po pierwszym użyciu. Choć początkowo pasta delikatnie piekła mnie w podrażnionych katarem miejscach, skórę zostawiła piękną. Zaskórniki stały się mniej widoczne, pory ściągnięte, skóra gładka, jakby promienniejsza. Nie obeszło się jednak bez ściągnięcia. Chwilę po wytarciu buzi poczułam okropny dyskomfort. Olej migdałowy w ruch! 


Odstawiłam pastę, uznałam że wrócę do niej znów za jakiś czas. Każde kolejne spotkanie z nią sprawiało, że początkowy zachwyt zanikał coraz bardziej i bardziej. Z czasem miałam wrażenie, że pasta bardzo mnie podrażnia, mimo że nie zmieniłam rytuału używania jej. Zauważyłam także, że nie daje mi już takiego złudzenia oczyszczenia. Wracam do niej mniej więcej raz w miesiącu, gdy mam ochotę na peeling mechaniczny. Stosowana w dużych odstępach czasowych sprawdza się najlepiej. 

Cena nie jest wysoka, około 8 zł, więc warto spróbować. 

Pasta stosowana u mojego męża nie robi i nie robiła szału. Zwykły peeling, nic spektakularnego. 


Czy do niej wrócę? Nie.

Jak się u Was sprawdziła ta seria? Z którym produktem polubiliście się najbardziej? 

czwartek, 5 lutego 2015

Różany peeling do ust Pat&Rub - cud kosmetyk, czy zbędny gadżet?


Witajcie, 

Dzisiejszy post będzie dziwny. O produkcie kupionym w celu przypomnienia sobie o tym, dlaczego więcej do niego nie wróciłam. Staje się to zbyt zawiłe, dlatego do rzeczy. 



Na początku mojej blogowej przygody poznałam produkty Pat&Rub. W moje ręce między innymi wpadł peeling do ust w wersji pomarańczowej. Pisałam o nim, że jest cudowny, że będzie hitem na całe życie, po prostu miód zero negatywów. Było dokładnie tak jak napisała, tylko że zamiast zakupić kolejny słoiczek, po prostu wróciłam do starego triku ze szczoteczką do zębów i masłem nawilżającym. Chcąc odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego tak postąpiłam kupiłam nowy słoiczek, tym razem w wersji różanej. 



Niewielki słoiczek o pojemności 25 ml po brzegi wypełniony jest różowym cukrem. Nie zwykłym, bo brzozowym ksylitolem, który ma właściwości przeciw próchnicze. W składzie znajdziemy również między innymi olej migdałowy, masło mango, olejek z róży damasceńskiej, wyciąg z nawrotu lekarskiego.  


Konsystencja sypka, aż za bardzo. Ciężko go zaaplikować tak, by dobrze wykonał swoją pracę, a jednocześnie nam jej nie dołożył w formie sprzątania cukru z siebie i podłogi. Nie trzyma się ust. Mam wrażenie, że w wersji pomarańczowej, nie było takiego problemu, była bardziej tłusta. 


 Po wykonaniu peelingu usta są wygładzone, dobrze przygotowane do przyjęcia kolejnych kosmetyków pielęgnacyjnych, czy też kolorowych. Jeśli cierpicie na mocną suchość ust, po peelingu przyda się nawilżenie. 


Cena za słoiczek - 49 zł. To zdecydowanie za dużo! Kilogram ksylitolu można kupić za około 30 zł. Do tego troszkę ulubionych olejów pielęgnacyjnych, kropelka olejku eterycznego, ulubione masło i za tę cenę mam litrowy słój peelingu przygotowany pod własne potrzeby. Wydajność peelingu z Pat&Rub nie jest wytłumaczeniem dla kupienia następnego 25 ml słoika. Powyższa zagadka została rozwiązana. 



Czy kupię ponownie - nie, ale z chęcią pokażę Wam jak zrobiłam własny peeling. Jesteście zainteresowani? 

piątek, 22 sierpnia 2014

Bania Agafi Peeling Masaż z maliną arktyczną


Witajcie, 


Kosmetyki Bani Agafi na stałe zagościły w mojej łazience. Zakochana zapachami i działaniem sięgnęłam po peeling - masaż na bazie pięciu olejków z maliną arktyczną, Brzmi świetnie, ale czy naprawdę taki jest? Zapraszam dalej. 



W typowej dla tej serii saszetce z zakrętką znajduje się 100 ml peelingu. Jest on dość rzadki, ale nie przeciekający przez palce. Całkiem przyjemna konsystencja. Niestety nie mogę powiedzieć o nim, że jest wydajny. 
Drobinki zdzierające zawarte w peelingu to pestki malin arktycznych. Są różniej wielkości, jak łatwo się domyślić, nie rozpuszczają się w wodzie zatem zostawiają okropny syf w wannie/brodziku. 


Jeśli chodzi o samo zdzieranie - spodziewałam się efektu wow. Wymasowana, wypielęgnowana, gładka skóra to niestety tylko niespełniona mrzonka. Peeling delikatnie złuszcza naskórek, a olejki wygładzają ciało w średnim stopniu. Produkt na pewno przypadnie do gustu tym, którzy nie lubią tłustych warstw zostawianych przez oleje bądź parafinę. 


Zapach jak na Banię Agafii nie powala. Jest świeży, lekko ziołowy z wyczuwalną nutą malin. Ten jak na złość zostaje na skórze znacznie dłużej niż uwielbiany przeze mnie aromat maski na wodzie bławatkowej (klik!).

Cena to 7,50 zł. 

Osobiście spodziewałam się czegoś więcej po tym peelingu. Bogaty skład kusił, jednak miłości z tego nie będzie. Średnio wypadł na tle moich faworytów peelingowych, a na tle ulubieńców Bani - słabo.



Nie zniechęcam się jednak do dalszych testów saszetek. W ofercie Zielonej Mydlarni widziałam jeszcze kilka cudaków, które na pewno niebawem wylądują w mojej łazience. 

'

Jakich macie ulubieńców wśród produktów Bani Agafi? Stawiacie na naturalne peelingi, czy chemiczne?

poniedziałek, 28 lipca 2014

Bania Agafii - peeling zmiękczający do stóp.


Witajcie, 

Nie będę ukrywać, że stopy to moja najbardziej zaniedbana część ciała. Ciężko mi się zmotywować do regularnej pielęgnacji, zazwyczaj kończyło się na pumeksie naturalnym. Moje podejście jednak bardzo szybko udało się zmienić pewnej magicznej saszetce z Bani Agafii. 


Peeling zmiękczający trafił do mnie z Zielonej Mydlarnii. W 100 ml saszetce z praktycznym korkiem znajduje się drobnoziarnisty produkt. Konsystencja dość gęsta z dużą ilością mikro zdzieraków sprawia, że produkt jest bardzo wydajny. 




W peelingu Bani Agafii znajduje się masa dobroci.


Dzięki tak wspaniałej kompozycji moje stopy stały się zdecydowanie miększe. Regularne stosowanie (dwa razy w tygodniu) sprawiło, że sucha skóra jest bardziej nawilżona, przyjemniejsza w dotyku oraz o wiele bardziej delikatniejsza. Tendencja do rogowacenia naskórka zdecydowanie się zmniejszyła. 

Obawiałam się, że peeling będzie intensywnie pachniał ziołami. Nic bardziej mylnego. 
Produkt ma kwiatową, a jednocześnie orzeźwiającą woń. Dla mnie bomba! 



Peeling nakładałam na wilgotne stopy i masowałam. Konsystencja i zapach produktu sprawiały, że zabieg był niesamowicie przyjemny. Peeling nakładany na suchą skórą nie miał tego poślizgu, który lubię, zatem odrobina wilgoci dobrze mu robiła. 

Cena produktu to zaledwie 6,50 zł za 100 ml. 

Jestem pewna, że ten peeling zostanie ze mną na długo. Nie daje tak spektakularnych efektów jak popularne skarpety złuszczająco - zmiękczające, jednak jego działanie przy regularnym stosowaniu sąjest dla mnie zadowalające (i nie jestem skazana na oglądanie łuszczących się stóp!). 


Znacie ten peeling? Lubicie Banię Agafii?