sobota, 12 kwietnia 2014

Moja włosowa historia.

Witajcie,

Często dostaję pytania o moje włosy. Są to pytania od znajomych jak i od czytelników. Niektórzy nie potrafią mi wybaczyć tego, co zrobiłam, inni uważają, że podjęłam dobrą decyzję. Ale od początku.

Urodziłam się z bujną, czarną czuprynką, która urzekała wszystkich. Mój Tata, był tak bardzo zakochany w moich włosach, że wpoił mi swoją ideologię - długie, znaczy piękne. Zawsze było mu przykro, gdy zasiadałam pod nożyczkami choćby na ścięcie końcówek. W efekcie wyhodowałam sobie niezłe, długie włosy. W najlepszym okresie sięgały sporo pod pupę. Niestety dość wcześnie zaczęłam farbować domowymi sposobami. W dodatku na ciemne kolory. 

Koncerty, tapirowanie włosów, ciasne upięcia, kucyk itp. sprawiły, że stan moich włosów drastycznie się pogorszył. 

Próbując wrócić do koloru od początku 2010 roku moje włosy nie widziały farby, w efekcie ich stan troszkę się polepszył. 

Z lewej ja z prawej najwspanialsza Klodia (wybacz!) <3 

Długo jednak nie wytrzymałam w tak mysim kolorze. Wiele sesji zdjęciowych, comiesięczna zmiana koloru i improwizowane fryzury doprowadziły do tego, że już w połowie roku włosy tragicznie się zniszczyły. 




Mimo tego, że stan włosów pozostawiał wiele do życzenia, nie mogłam przełamać się i pójść do fryzjera. W głowie siedziała mi historia sprzed kilku lat, kiedy to Pani Fryzjerka podcinając mi końcówki z włosów zza pupy zrobiła mi włosy do ramion.  

W połowie roku 2011 postanowiłam się przełamać. Dość drastycznie obcięłam zniszczone partie oraz starałam się wrócić do naturalnego koloru. Poniższe zdjęcie jest z listopada 2011 roku, kiedy to moje włosy były w najlepszym stanie. Znów jednak nie czułam się zbyt dobrze taka "naturalna", więc po powrocie do Polski w grudniu postanowiłam zaszaleć. 


W ruch poszedł mój ukochany fiolet.


Który to niestety z powodu zrobienia w domu, szybko się wyprał. 


Zmęczona ciągłym poprawianiem fioletowej grzywy za namową fryzjerki, podjęłam złą decyzję i zrobiłam z siebie cukiereczka toffi. Wcześniej jednak miałam wszelakie odcienie czerwieni, a włosy cierpiały...


Powrót do czerwieni był ekspresowy. We wrześniu 2013 roku, po zaprzestaniu karmienia niestety moje włosy się zbuntowały. W pięknym odcieniu czerwieni, choć w niewielkiej ilości widniały na mojej głowie do listopada.


Nastał przełom. Znalazłam wspaniała fryzjerkę, której zaufałam i usunęłyśmy z mojej głowy to...


Metamorfoza drastyczna, ale ani chwili się nie wahałam. 


Pół metra włosów lżej. Profesjonalna usługa pozwoliła na regenerację.

Nie minęło wiele czasu, a znów zasiadłam pod nożyczkami mojej fryzjerki.


Było w pięknym kolorze, krócej i asymetrycznie. Jednak jak pewnie się domyślacie, ja nadal nie potrafię żyć bez zmian włosowych. Zażyczyłam sobie "starobabciny fiolet". Po niemalże 7 godzinach ściągania koloru z powyższej pięknej czerwieni, stałam się uroczą babcinką. 


Włoski jeszcze bardziej się wypłukały, jestem niesamowicie zadowolona, ale... postanowiłam zapuszczać. Obecnie będę dążyła do delikatnego, pastelowego fioletu. Niemniej jednak nie gwarantuję, że za miesiąc nie zmienię koncepcji. 

Zdjęciową historię pokazałam Wam od 2010 roku, ale tak jak wspomniałam, wszystko zaczęło się o wiele wcześniej. Już w później podstawówce świrowałam z kolorowymi pasemkami z bibuły:)

Mam nadzieję, że przyjemnie Wam się oglądało.

Czy lubicie zmiany włosów?

AKTUALIZACJA:



55 komentarzy:

  1. Ale szereg metamorfoz:) Mi najbardziej podobasz się na przedostatnim zdjęciu,już po ścięciu kucyka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ubolewam nad tym, że brakuje mi zdjęć sprzed 2010 roku :(

      Usuń
    2. na przedostatnim zdjeciu super wyglądasz :)

      Usuń
    3. Mi na przedostatnim też się podoba najbardziej, piękny odcień czerwieni i fryzura idealnie do Ciebie pasuje :))

      Usuń
    4. Dziewczyny, nie mówcie tak, bo znów przyciemnię kolor!:)

      Usuń
  2. Ja uwielbiam eksperymenty. Ja po miesiącu już się nudzę i chce zmian. Tyle że ja jestem fanką wszystkich odcieni rudości. Blondu nie toleruję a w brązach czuje się smutno i staro...

    OdpowiedzUsuń
  3. teraźniejszy kolor masz naprawdę śliczny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele osób mnie zaczepia z powodu niego:)

      Usuń
  4. uważam ze czasem trzeba zmienić fryzurę, bo wlosy muszą odpocząc i się zregenerować jeśli są naprawdę zniszczone. a właśnie zapomniałam staje się stalym czytelnikiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi :)
      Dokładnie tak, po co trzymać siano? :)

      Usuń
  5. bardzo fajna zmiana, uroczo Ci w tych krótkich :))

    OdpowiedzUsuń
  6. patrząc na włosy, mega przemiana :) patrząc na Ciebie, jeszcze większa :) buzia zrobiła się taka dojrzała, masz piękną twarzyczkę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dużo eksperymentujesz ;-) Przedostatnia metamorfoza najlepsza :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Według mnie ten fiolet najmniej Ci pasuje ze wszystkich zaprezentowanych tu kolorów...Mnie się najbardziej podobałaś w tych długich czerwonych włosach, ale rozumiem, że były tak zniszczone, że musiałaś je obciąć...Ja kiedyś rozjaśniałam włosy i były wciąż przesuszone, zniszczone i praktycznie nie rosły...Dopiero kiedy wróciłam do bardziej naturalnego koloru, przestałam je prostować itp. oraz zastaosowałam porfesjonalną pielęgnacje włosy odżyły :-)

    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fioletu nie potrafią oddać zdjęcia: ( Długie już mi przeszkadzały :)

      Usuń
  9. Odważna z ciebie dziewczyna. Niesamowite metamorfozy. Przy niektórych fotkach zastanawiałam się czy to nadal ty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, naprawdę? Aż tak się nie zmieniałam na przełomie tych kilku lat :)

      Usuń
  10. Kiedyś ścięłam włosy z bardzo długich na krótkie około 30cm, na początku byłam zadowolona, ale później żałowałam decyzji. Od czterech lat zapuszczam i wróciłam do dawnej długości;) Tobie jest bardzo ładnie w krótszych;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie żałowanie nie dotyczy. Czuję się świetnie :)

      Usuń
  11. Łał, zmiana faktycznie drastyczna, ale myślę że na plus ;-)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. Mhmm. Kocham długie włosy, ale sama chętnie bym znów ścięła gdyby nie luby. Zmiany na głowie zawsze poprawiają nastrój i jakoś tak, motywują do działania.
    Co do postu to przyznam, że oczekiwałam więcej o pielęgnacji włosów, produktach "zakazanych"-do których absolutnie nie wrócisz i odradzasz ich stosowanie i o tym, czego aktualnie używasz, które produkty najbardziej Ci pomogły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojna głowa, taki post powstanie. Nie chciałam łączyć tego ze zdjęciami, głównie dlatego, że część odbiorców skupiłaby się na nich, a nie na treści. Mam listę produktów, które przyczyniły się do zniszczenia moich włosów i na pewno ją opublikuje.

      Usuń
  13. Patrzę na zdjęcia jak zaczarowana, zawsze mi brakowało pewności siebie na tak odważne kolory. Powiem Ci, że nie wiem jak się zawzięłam aby wracać do naturalnego koloru. Coraz części jednak korca mnie kolory, a Ty jeszcze mnie kusisz zdjęciami do zabawy. Na ostatnich zdjęciach... kolor jak dla mnie super i jak Ci pasuje. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma się czego bać! Kiedy będziesz szalała? Na starość? Baw się, ważne że Ty będziesz się dobrze czuła ze sobą:)

      Usuń
  14. Pamiętam część tych zmian, trudno nie zauważyć tak charakterystycznej osoby nawet w tak dużej szkole jak Ekonom :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ojj, Twoje włosy nie mają z Tobą lekko :D Życzę powodzenia w zapuszczaniu!

    OdpowiedzUsuń
  16. Piekna Kobieta z Ciebie :)! Gratuluje odwagi w decyzji o scieciu tak dlugich wlosow! Dlugie, czy krotkie, najwazniejsze zebys Ty sie w nich dobrze czula :) W kazdym razie zycze powodzenia w zapuszczaniu i 3mam kciuki za kolor ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję się świetnie :) A odwagi mi nie brakuje, to fakt :)Dzięki!

      Usuń
  17. Wow, duże zmiany :) Lubie odważne cięcia. Pozdrawiam serdecznie, Monika

    OdpowiedzUsuń
  18. Kobieta zmienną jest, też szalałam z włosami, miałam różne kolory i fryzury. :) Miłej niedzieli. :)

    OdpowiedzUsuń
  19. trzecie zdjęcie od góry jest bardzo ładne, ale teraz zdecydowanie wyglądasz fajniej :) i ten babciny kolor też mi sie podoba ;D

    OdpowiedzUsuń
  20. Zmiany sa dobre! Sama duzo szalalam ale ostatnio cos sie uspokoilo :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Gratuluję Ci odwagi :) Ja raz w życiu (trochę z przymusu) miałam krótsze włosy (w sensie do szczytu obojczyków vel końca szyi jak kto woli :P ) i czułam się fatalnie, nigdy więcej :/

    OdpowiedzUsuń
  22. Kochana, tobie pasują zarówno krótkie, jak i długie fryzurki!
    Bardzo interesująca historia twoich włosów! :)

    OdpowiedzUsuń
  23. ojej... ale fajny wpis! Ja jestem fanka dlugich wlosow, sama mam do pasa i nie scielabym ich tak drastycznie jak Ty. Moge powiedziec od siebie tyle, ze ladnie ci i w dlugich i w krotkich, jednak uwazam, ze w krotszych wygladasz powazniej. PS. bardzo Ci pasuje ciemny kolor ust ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. łooo jakie zmiany! to moje włosy i tak miały ze mną dobrze, chociaż.. : p Ja mialam wlosy za łopatki w zeszłym roku, poszłam obciąć końcówki i włosy miałam do ucha : c no cóż tacy fryzjerzy są niestety : c

    OdpowiedzUsuń
  25. czasami po prostu trzeba obciac wloski;) fajnie;)

    OdpowiedzUsuń
  26. zdecydowanie najlepiej wygądasz teraz :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Od lat nic nie zmieniam, nie trafiłam jeszcze na właściwego fryzjera

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja już nigdy nie zdecyduję się na krótkie włosy. Lata temu się sobie w nich podobałam, jak ścięłam je ponad rok temu już nie bardzo, więc zapuszczałam, zapuszczałam, zapuszczałam... Aż w końcu udało mi się wrócić do dawnej długości. Teraz myślę nad jasnym blondem i myśl ta kiełkuje w mojej głowie od dłuższego czasu...

    OdpowiedzUsuń